Kalendarz bloga
16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
Czerwiec • 12°C
I stało się! Z południa przychodzi do nas coraz cieplejsze powietrze, dzięki czemu resztki śniegu zalegającego na trawnikach stopnieją pewnie nim nadejdzie połowa miesiąca. Jeśli już tęsknicie za białą aurą, to niestety musicie przenieść się jeszcze bliżej koła biegunowego, bo do września nie mamy co liczyć na chociaż jedną śnieżynkę spadającą z nieba. Zamiast nich za to będzie słońce i odrobina deszczu, ale głównie w nocy, więc zabierajcie kalosze na nocne schadzki jeśli nie chcecie, by ktoś w niedzielę dopytywał się skąd błoto na tych nowych pantofelkach prosto z Chruchill! Dzieciaki mogą się za to cieszyć, bo pogoda na lato znowu nam dopisze i pewnie już za kilka tygodni niejednego raka będziemy ściągać z plaży nad jeziorem. Rodzice, cieszcie się ostatnimi chwilami wolności, bo jak tylko skończy się szkoła… nie będzie lekko!

04.01.2017

Wyścig psich zaprzęgów

Wydarzenie: Psi zaprzęg
Termin rozpoczęcia: 4.01 (16:00)
Termin zakończenia: 8.01 (23:00)
Lokalizacja: Kościół ⇒ Leśniczówka
Godzina na fabule: 15:00
Status: otwarte dla wszystkich

☆ WYGLĄD SAŃ ☆



Styczeń nikogo nie oszczędza. Jak zapowiedział Chris w radiostacji, droga do Churchill jest zupełnie nieprzejezdna. Ale bez obaw! Pastor z myślą o swoich wiernych zadbał o dodatkową rozrywkę, co by biedni, uziemieni mieszkańcy Mount Cartier nie pomarli z nudy. Korzystając z okazji, że wszyscy siedzą na dupie (niektórzy nawet do pracy nie mogli pojechać...), zorganizował dla ludzi wyścig psich zaprzęgów! I to nie byle jaki, bo to jedyna taka okazja, kiedy każdy, absolutnie KAŻDY może dołączyć do zabawy. W tym celu przekonał nawet upartą Lou, aby udostępniła swoje psiaki. Pogoda też się dzisiaj ze wszystkimi zgadza, bo wprawdzie mróz doskwiera i szczypie po nosach, a śniegu napadało co nie miara, ale niebo jest czyste, a tor cudownie bialutki. Oczywiście nikt nie planuje osiągać zabójczych prędkości — nie daj Boże by się ktoś połamał, albo co! — dlatego też zamiast całego teamu zwierzaków, każdy zawodnik będzie miał do dyspozycji lekkie sanie z trzema psiakami przy zaprzęgu. Gotowi do startu...? Prędko, ustawiajcie się już pod Kościołem. Na co czekacie? Jeszcze pojadą bez Was i będzie smutek. Kto pierwszy przy leśniczówce, wygrywa!

☆ PLANSZA ☆



Jak widać, tym razem wydarzeniem grupowym jest gra planszowa. Dla usprawnienia rozgrywki i uniknięcia zastoju poleca się pisać krótkie, dynamiczne komentarze. Planowo i optymistycznie zakładamy, że uda Nam się zakończyć wydarzenie w niedzielę, ale jeśli do tej pory nikt nie dotrze na metę, będzie ono trwało dalej.



Aby uniknąć chaosu w wydarzeniu, na początku komentarza zaznaczaj osoby, które pojawiają się w opisach, bądź do których się zwracasz, np.
Grace, Roy

(...) — Roy, w tej zawierusze chyba zgubiłeś buty — kiedy odzywał się do niego, Grace właśnie ich mijała, uśmiechając się do nich.

Wzór komentarza:

<b>Grace, Roy</b>

(...) — Roy, w tej zawierusze chyba zgubiłeś buty — kiedy odzywał się do niego, Grace właśnie ich mijała, uśmiechając się do nich.


Kilka uwag:
  1. Nie używajcie w komentarzach opcji: "Odpowiedz".
  2. Nie zapominajcie o wzorze komentarza (jak wyżej).
  3. Starajcie się pisać krótko, nie rozwlekle, żeby zachować dynamiczną grę.
  4. Biorąc udział w wydarzeniu zgadzasz się na interwencję MG.

☆ ZASADY GRY ☆


  1. Gra rozpoczyna się poprzez rzut kością i napisanie komentarza wstępnego, w którym autor może zawrzeć dowolną sytuację/opis zgodny z fabularnym scenariuszem gry, przedstawionym powyżej.
  2. Kolejka w grze zgodna jest z kolejnością napisanych komentarzy wstępnych.
  3. Kolejkę zamykamy jutro (czwartek) o godzinie 20:00. Jeśli ktoś nie zdążył dołączyć na czas, ale nadal chce grać, wystarczy, że napisze komentarz wstępny, a MG wstawi go w kolejkę.
  4. Każdy z graczy w swojej kolejce rzuca kością i przesuwa się o ilość wyrzuconych oczek.
  5. Szóstka traktowana jest jak każdy inny wynik kości, czyli nie dubluje rzutu, ani nie zapewnia dodatkowego rzutu kością.
  6. Jeśli ilość wyrzuconych oczek jest równa lub wyższa ilości oczek potrzebnych na dotarcie do mety, traktuje się to jako przekroczenie mety.
  7. Gra kończy się, gdy któryś z graczy dotrze na metę.

☆ ZASADY PISANIA KOMENTARZY ☆


  1. Gracz w każdej kolejce (nawet tej utraconej) ma obowiązek napisać krótki komentarz fabularny.
  2. Komentarz wstępny jest naszym polem 0. Po rzucie kością wpisujemy uzyskany wynik i czekamy na naszą kolejkę, by móc zrealizować rzut, co oznacza, że następny komentarz, jaki piszemy, odnosi się do rzutu kością z komentarza poprzedniego.
  3. Jeśli gracz po rzucie kością stoi na polu zaznaczonym kolorem, MG w odpowiedzi na jego komentarz informuje go o tym, co się dzieje się z nim fabularnie. Gracz przed napisaniem następnego komentarza ma więc obowiązek zapoznać się z adnotacją od MG.
  4. Jeśli gracz stoi na polu nieoznaczonym przez kolor, opisuje dowolną sytuację, którą widzi, albo którą sam wymyśli.
  5. Jeśli gracz stoi na polu czerwonym/zielonym, wykonuje komendę z pola (adnotacja od MG) oraz opisuje sytuację, która została mu przedstawiona.
  6. W komentarzu zaznaczamy wynik rzutu kością oraz pole, na którym wylądował pionek po rzucie. Jeśli stanięcie na danym polu wiązało się z dodatkową komendą, która zmieniła położenie pionka, MG wraz z informacją fabularną oznaczy skorygowane aktualne pole gracza.
  7. Jeśli gracz nie zrozumie komendy zawartej w komentarzu od MG, pytania prosimy kierować na sb dla szybszej komunikacji.
  8. Dozwolone są komentarze pisane poza kolejką, pod warunkiem, że gracz nie rzuca wtedy kością.

☆ KOLEJKA & KOLEJNOŚĆ PRZYBYCIA NA METĘ ☆


  1. Andrew Walker — nie istnieję (1)
  2. Lou Momoa — LeChat (2)
  3. Aurora Walker — Kaylo (5)
  4. Jason Tanner — latessa (4)
  5. Scott Finlay — nie istnieję (3 - ex aequo)
  6. Kathryn Paris — wicked witch (6)
  7. Jack Rogers — Trzynaście (7 - zdyskwalifikowany)
  8. Declan McCain Jr — nie istnieję (3 - ex aequo)

( 163 )

  1. Przed wysłaniem komentarza każdy użytkownik ma obowiązek wylosować kością cyfrę i podać jej wynik pod treścią fabularną.

    Jak losować kośćmi? Wejść na https://rolz.org/ > Kliknąć w Dice Room (zakładka w prawym górnym rogu) > wpisać Nickame, czyli imię i nazwisko postaci np. IrmaGallagher > wpisać Room Name MountCartier > Pominąć pole z Passwordem > Kliknąć w button Join Room > Napisać w polu type chat message here… następującą formułę: #d6 #wydarzenie, wyścig, rzut nr X* > kliknąć w button send.

    * X - tu wpisz numer rzutu

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszyscy:

    Andrew nie był zbyt entuzjastycznie nastawiony do parafialnego przedsięwzięcia, ale powiedzmy sobie szczerze — to było pierwsze wydarzenie w Mount Cartier, które mógł określić jako znośnie interesujące, dlatego, mimo tego, że wciąż uważał wyścig psich zaprzęgów za mierną próbę wprowadzenia jakiejkolwiek formy rozrywki, nie miał żadnej alternatywy dla wyścigu psich zaprzęgów. Mógł albo tutaj przyjść, albo kisić się w domu jak ten municypalny burak, którym na dobrą sprawę był. Wciąż nie potrafił bowiem docenić uroku małego miasteczka, pomimo tego, że nie raz przekonał się, że to właśnie jego klimat jest natchnieniem. Problem z relacją pomiędzy tworzoną powieścią, a rzeczywistością polegał jednak na tym, że o ile kartki papieru przy jego rozpędzonej do granic możliwości wenie przyjmowały wszystko — z Mount Cartier jako inspiracją na czele — jemu znacznie ciężej było się tutaj obrócić. Szczególnie przez wzgląd na pogodę. Nawet dziś jak zwykle ubrał się za cienko, bo choć nauczył się już, że obuwie o grubej podeszwie i wełniane atrybuty to przykra konieczność, jakimś dziwnym trafem nie mógł przekonać się do kalesonów. Przecież były takie... babskie, ech.
    Stanął więc przy jednym z zaprzęgów, wewnętrznie trzęsąc się z zimna. Zewnętrznie robił wszystko, by nie było tego po nim widać. A że jak zwykle skupiał się na sobie, nie starczyło mu uwagi na innych. Ba! Nie wiedział nawet pomiędzy jakimi ludźmi stanął na linii startu.

    Wynik rzutu: 1

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
  3. Andrew:

    Lou wzięła za punkt honoru się tu zjawić. Musiała dopilnować hodowanych przez siebie piesków. Wszystkie pieczołowicie otaczała swoją opieką. Jeszcze tego brakowało, żeby jacyś miastowi je zmaltretowali.
    Tutaj wymownie spoglądała na Andrew, zaplatając ręce na piersi. Zamszowa kurtka z futrzanym podbiciem - oczywiście podrabiana - i futerkiem przy szyi dodawała jej animuszu. Dlatego nawet z jej wzrostem, kiedy stanęła przed Walkerem wymachując przed nim ostrzegawczo palcem, wyglądała niemalże groźnie. Brakowało jej jeszcze indiańskich barw wojennych na twarzy.
    — A spróbuj coś zrobić swojemu zaprzęganemu pieskowi!

    Wynik rzutu: 2

    Lou Momoa

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszyscy:

    Victoria Campbell była kobietą o trudnym charakterze, z którą lepiej było nie dyskutować. Kiedy tym razem powiadomiła Aurorę o kolejnej miasteczkowej atrakcji i wyraźnie domagała się jej obecności, dziewczyna podeszła do tematu dosyć niechętnie. Biorąc jednak pod uwagę ostatnie większe wydarzenie, jakiego była świadkiem, raczej nie można się jej było dziwić. Nabrała entuzjazmu dopiero, kiedy dotarła na miejsce i na własne oczy zobaczyła wszystkie przygotowane zaprzęgi. Uwielbiała zwierzęta i właściwie z trudem powstrzymała się od tego, by po drodze nie pogłaskać każdego napotkanego psiaka. Zamiast tego jedną dłoń wsunęła w miękkie futro na grzbiecie Hadesa, którego Victoria prowadziła na smyczy obok niej, a drugą zsunęła z głowy kaptur zielonej, wyszywanej sztucznym futrem kurtki, z którą właściwie od przyjazdy do miasteczka rzadko się rozstawała. Wolfdog był dość niespokojny w towarzystwie takiej ilości obcych zwierząt, ale chyba nawet on obawiał się sprzeciwić swojej właścicielce, więc póki co, spełniał jej wszystkie komendy. Walker żałowała, że nie może zaprzęgnąć go do sań, ale wiedziała doskonale, że jako krzyżówka wilka, pies niemal na pewno nie będzie chciał współpracować.
    Westchnęła ciężko i rozejrzała się w poszukiwaniu znajomych twarzy.

    Wynik rzutu: 5

    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (5) w następnej turze tracisz kolejkę: Marny z Ciebie maszer, właśnie wpadłeś w zaspę! Wszyscy pędzą do mety, kiedy Ty, jak rasowy bałwan, próbujesz wygramolić się spod sterty śniegu.

      W następnej turze obowiązuje cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: utrata kolejki
      Aktualne pole: 5

      Usuń
  5. Wszyscy:

    Od samego początku wiedział, że to bardzo zły pomysł. Odkąd tylko po raz pierwszy usłyszał w sklepie ogólnym żywą dyskusję na temat planowanej przez burmistrza niespodzianki obiecał sobie unikać jej za wszelką cenę i nie dać wciągnąć się w kolejne szaleństwo. Po ostatnim wyjściu do kościoła (którego pomimo namów chrześnicy nie powtórzył nigdy więcej!) została mu bardzo wymowna blizna przebiegająca przez wnętrze lewej dłoni. Mimo to jakimś cudem dał się wrobić po pijaku w zakład, który wymusił na nim obecność następnego dnia przy przeklętym kościele. Jim raz po raz spoglądał w jego stronę z cwanym uśmieszkiem, bo jego przygoda z brandy skończyła się zdecydowanie wcześniej niż Jasona, czego skutki widoczne były, gdy przez kilka minut tylko przyglądał się swojej parze psów. Po części rozważał czy nie lepiej będzie dla nich jeśli poprowadzi je prosto w las i nie odda walkowerem tego wyścigu, ale przecież miał na nazwisko Tanner! Nie mógł się tak po prostu poddać, tym bardziej jak widział towarzystwo kręcące się dookoła niego. Lou chyba jeszcze go nie zauważyła, miejscowego pisarza znał tylko z widzenia, a druga dziewczyna.. Cóż, w jej towarzystwie ostatnio zemdlał, więc tym razem zapobiegawczo wybrał najdalszy zaprzęg.
    — Ciekawe czym tym razem się skończy — zagadnął do stojącego najbliżej pisarza.
    Nie powinno być tak źle, taaa.

    Wynik rzutu: 1

    syn marnotrawny, Jason Tanner ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Aurora:

    Scott nigdy nie był dobry we wszelkiego rodzaju sportach, ani tych letnich, ani zimowych, ale to w czym nigdy nie był dobry zwykle okazywało się czymś, co było więcej niż dobre dla miasteczka. Wprawdzie w obliczu swojego braku skoordynowania mógłby zrezygnować z gry, ale przecież nie byłby sobą, gdyby nie uznał, że jest to wspaniała okazja na poznanie nowych ludzi. Być może nawet kumpli. Kto wie? Finlayowi na dobrą sprawę brakowało odrobinę męskiego towarzystwa, co wcale nie było takie dziwne, bo przecież najczęstszymi bywalcami poczty były wiekowe staruszki lub ich piękne wnuczki, a chłopa? Ni jednego! W czasie kiedy kobiety kursowały między pocztą, cukiernią, a sklepem, mężczyźni najwyraźniej rąbali drewno na opał i tylko jeden Scott przekraczał próg tej listownej instytucji dzień w dzień, bez zmian.
    Miło było zmienić otoczenie, wyjść na świeże powietrze i zatopić buty w śnieżnym puszku. Z przyjemnością stanął więc obok dziewczyny w zielonkawej kurteczce (no tak, bo to przecież był idealny model na kumpla). A choć jako facet powinien patrzeć gdzieś w okolice jej zgrabnego tyłka, natura ugrzecznionego słodziaka w męskim ciele nakazała mu skupić całą uwagę na futrzanym towarzyszu przy nodze Aurory.
    — Piękny jest, to krzyżówka, prawda? — zagaił uprzejmie, wystawiając dłoń w kierunku psiaka. W ostatnim momencie zawiesił jednak rękę, przypominając sobie, że nie każde zwierzę przepada za tego rodzaju pieszczotami — Można?
    Kto jak nie właściciel będzie wiedział, czy głaskanie nie kończy się czasem utratą kończyny? No więc spytał. Nic innego mu nie pozostało.

    Wynik rzutu: 3

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszyscy, Lou, Scott

    Stała przez dłuższą chwilę w oddali, spoglądając na zbierających się ludzi. W tłumie z łatwością rozpoznawała znajome twarze, słyszała dobrze znane jej śmiechy. Przez głowę przeleciała jej śmieszna myśl, którą jednak szybko od siebie odsunęła. Czy oni w ogóle wiedzą, jak brzmi mój głos? Spojrzała w dół na Vadera, który energicznie machał ogonem i rozgrzebywał nosem gęsty śnieg, następnie gryząc go i połykając jak pokarm. Kathryn uśmiechnęła się szeroko, chwyciła jego czerwoną smycz i ruszyła przed siebie, w stronę zaprzęgów.
    - Spokojnie, Lou - rzuciła, słysząc gniewny głos kobiety. Szturchnęła ją lekko łokciem i poszła dalej, stając po chwili obok Scotta, który chyba wcale jej nie zauważył.

    Wynik rzutu: 2

    Paris

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszyscy:

    Jack i Lily przyszli odrobinę wcześniej, jako że planowali zaprząc swoje własne psy. Rebel i Bast stały zaraz przy saniach, natomiast pozycję lead zajęła doświadczona suczka, którą na czas wyścigu uprzejmie oddał mu tutejszy hodowca. Szczęśliwie obydwa psy wheel były wykastrowane już za szczeniaka, Rogers nie obawiał się więc komplikacji na tym polu.
    Zgodził się na to za namową córki, która chciała, by w wyścigu brała udział cała rodzina - w tym oczywiście czterołapy.
    Mężczyzna westchnął cicho, kiedy przycupnął z małą naprzeciw husky, która miała względnie bezpiecznie przeprowadzić ich przez trasę wyścigu. Co prawda Jack dbał o kondycję swoich podopiecznych, biegały z nim dwa razy dziennie, znały nawet podstawowe komendy, których nauczyła je Lily, jako że kiedyś chciała być maszerką, ale to wciąż nie umywało względem innych psich zawodników. Nie mówiąc już o tym, że sam się na powożeniu nie znał.
    Pogładził więc włochate policzki suni, spoglądając wprost w jej mądre oczy i mruknął:
    - No, mała, wszystko zależy od Ciebie. Pojedziemy powoli i spokojnie.
    Co najwyraźniej nie spodobało się dziewczynce pieszczącej dwa husky z tyłu. Można było wywnioskować to po tym jak wydęła usta.
    - To ma być zabawa, Aniołku - rzucił ojciec, widząc ten lekki grymas - Wygrana nie jest najważniejsza.
    - Wiem tato, ale Rebel i Bast mogłyby dla nas wygrać, przecież nas kochają.
    Jack skwitował to krótkim uśmiechem. Dobrze wiedział, że miłość nie zawsze wystarcza, ale nie chciał podburzać przekonań małej.
    - Oczywiście, że tak, Skarbie, ale mamy być przede wszystkim tak bezpieczni, jak tylko się da.

    Wynik rzutu: 5

    Jack & Lily Rogers

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (5) w następnej turze tracisz kolejkę: Marny z Ciebie maszer, właśnie wpadłeś w zaspę! Wszyscy pędzą do mety, kiedy Ty, jak rasowy bałwan, próbujesz wygramolić się spod sterty śniegu.

      W następnej turze obowiązuje cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: utrata kolejki
      Aktualne pole: 5

      Usuń
  9. Scott:

    Nie minęła chwila, kiedy pani Campbell wypatrzyła w tłumie kogoś znajomego, być może nawet burmistrza albo samego proboszcza - Aurora nie miała pojęcia. Opiekunka wręczyła jej jedynie smycz i nakazała pilnować Hadesa, obiecując przy okazji, że za moment wróci. Dziewczyna wywróciła oczami, bo było całkowicie jasne, że chwila zajmie Victorii o wiele więcej czasu, a przykucnęła przy wilku, by podrapać go za uchem.
    - No to zostaliśmy we dwoje, przyjacielu - wymamrotała i westchnęła ciężko.
    Kilka minut później, kiedy przez przypadek umoczyła jedno z kolan w śniegu, podniosła się ponownie do pionu i zaklęła cicho pod nosem.
    Walker kątem oka dostrzegła ruch obok siebie i mimowolnie się wzdrygnęła. Gwałtownie obróciła głowę w kierunku nieznajomego i napięła mięśnie w niekontrolowanym odruchu, a Hades warknął ostrzegawczo, najwyraźniej wyczuwając jej strach. Rora zamrugała, widocznie zdezorientowana, ale ostatecznie uniosła kąciki ust w przepraszającym uśmiechu, karcąc się w duchu za własną reakcję.
    Tutaj nic ci nie grozi.
    Pogłaskała psa uspokajająco po wielkim łbie i pokiwała głową w kierunku mężczyzny.
    - Zgadza się - odpowiedziała i przyjrzała się brunetowi uważnie. Wcale się z tym nie kryła, bo podejrzewała, że wyglądałaby o wiele bardziej komicznie, gdyby co kilka sekund przeskakiwała wzrokiem od jego oczu na tłum i z powrotem.
    Dopiero, kiedy Scott wyciągnął dłoń w kierunku pupila Victorii, Aurora odwróciła wzrok od jego twarzy i skupiła się na jego ręce.
    W odpowiedzi na pytanie nieznajomego wzruszyła niedbale ramionami, a następnie wskazała kiwnięciem głowy na Hadesa, który w pierwszym odruchu najeżył się niespokojnie, ale wyraźnie złagodniał, kiedy mężczyzna się pohamował.
    - To była dobra decyzja - pochwaliła i obserwowała jak wilkowaty ostrożnie wysuwa nos i obwąchuje nieufnie dłoń bruneta.
    Prawda była taka, że wolfdog był nieprzewidywalny i każdy, kto starałby się go dotknąć na siłę sporo ryzykował. Victoria nie zakładała mu kagańca, ponieważ pod wpływem takiego zabezpieczenia pies szalał i zawsze znalazł sposób, aby się go pozbyć. Jeszcze nikogo nie ugryzł, a Campbell miała go od szczenięcia, więc ostatecznie doszła do wniosku, że to strata czasu i - przede wszystkim - nerwów.
    - Wszystko zależy od Hadesa - oznajmiła i zerknęła na Scotta, uśmiechając się pogodnie, kiedy zwierzę trąciło pyskiem jego dłoń, wyraźnie pozwalając mu na pieszczoty. Nie na wiele, ale zawsze.
    Dziewczyna mimowolnie rozluźniła dłoń, którą ostrzegawczo, ale dyskretnie zacisnęła na smyczy.

    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń
  10. Paris, Jack, Andrew:

    Spojrzała za Paris i pomachała jej, w przeciwieństwie do Andrew dość entuzjastycznie. Zaraz humor jej się poprawił, chociaż posłała jeszcze ostrzegawcze spojrzenie Walkerowi, zanim obróciła się na pięcie do swoich psów. Jeden z nich, leader, udał się na krótki spacer, zaczepiając dziewczynkę, czyjąś córkę. Lou podskoczyła do niego, chwytając go od tyłu za kark i kucajac przyciągnęła do siebie, tuląc psiaka do piersi.
    — Easy, Nanook — rzuciła mu do ucha — bo przestraszysz dziecko.
    Spojrzała z dołu na ojca dziewczynki, wyciągając do niego dłoń.
    — Lou Momoa. Masz ładne psy, wygladają na zadbane. Szukam domu dla Blackeye'a. Aspirujesz?
    Słowa wypaliła na jednym wdechu, widząc w mężczyźnie potencjał do zaopiekowania się psem. Był dojrzałym mężczyzną, odpowiedzialnym, z dzieckiem, a jego psy wyglądały na dobrze dokarmione, zdrowe i w dobrej kondycji. Niespasione.

    Lou Momoa

    OdpowiedzUsuń
  11. Aurora, Kat:

    Zrównoważyli swoje potrzeby — on nie patrzył na nią niemal wcale, ona obserwowała go bezustannie. On, bo ze wzmożoną ostrożnością spoglądał na zwierzaka, a ona... z nieznanych mu przyczyn. Tak czy inaczej uśmiechnął się mimowolnie, gdy psiak wreszcie zdecydował się na kontakt.
    — Więc tak się wabisz, Hades... — mruknął cicho i spokojnie, przesuwając dłonią po gęstej sierści wolfdoga. Docierając do punktu za uszami podrapał go jeszcze krótko, ostatecznie odrywając od niego dłoń. Co za dużo, to niezdrowo, a tak poza tym to usłyszał skrzypienie śniegu tuż obok siebie, co zainteresowało go na tyle, by podnieść głowę.
    Wspaniałe wyczucie, bo umożliwił sobie tym samym spotkanie z dziewczyną! Swoją, of course. Jeszcze trochę, a Kat pewnie posądziłaby go o romansowanie z Aurorą, mimo że tak naprawdę nie był w stanie jej zauważyć, patrząc poniżej poziomu ludzkich kolan.
    — Rany, cześć! Ty też tutaj? —uśmiechnął się szczerze, obejmując ją lekko w talii, choć nie natrętnie. Nie ciągał jej bowiem do siebie, wolał sam pokonać te półtorej kroku, by móc złożyć na jej policzku krótki pocałunek. — To znaczy jasne, że jesteś na wyścigu, bo miałaś być, ale... długo już tu stoisz?

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  12. Jason, Lou:

    Machinalnie odchylił się nieco w tył, gdy zaczęto mu wygrażać i pewnie nawet coś by odpowiedział, gdyby nie to, że właściwie nie wiedział jak powinno się bronić przed czymś czego się nie zrobiło. W zasadzie nie miał nawet pojęcia co też takiego strasznego musiałoby się dziać, by jemu „pieskowi zaprzęgowemu” stała się krzywda. Przecież z biczem za nim nie latał jak ostatni kretyn... No okej, był miastowy, ale rozróżniał jeszcze wyścigi psich zawodników od występów z dzikimi zwierzętami. Tutaj absolutnie nie czuł potrzeby dyscyplinowania futrzaków.
    — Jak skończy się dziś dla wszystkich? Nie wiem. Ale wiem, że dla mnie zwykle kończy się pogróżkami od kobiet — zaśmiał się, w odpowiedzi na zadane mu pytanie, odnosząc się nie tyle do samej Indianki, która całe szczęście wypięła się na niego i poszła w siną, a raczej w bielą dal, co do całego rodzaju żeńskiego. Co by nie zrobił, był winny. Chyba już przywykł, że rola samca ogranicza się głównie do tego biednego osobnika, który przeprasza lub za coś pokutuje. Przy czym on pokutował dwa razy, bo nigdy nie przepraszał. To z kolei oznaczało, że wysłuchiwał narzekań kobiet dwa razy i żali (od Clarissy chociażby) dwa razy. Czasem nawet płaczów (to już zdecydowanie nie dotyczyło panny Chambers).

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
  13. Scott, Aurora

    Wychyliła się lekko do przodu, aby przyjrzeć się psiakowi, który wcześniej zaabsorbował Scotta. Zwierzę wyglądała jak prawdziwy wilk, z tą jedną różnicą, że było mniejsze i miało łagodniejsze rysy. Wilczaka widziała w swoim życiu tylko raz i usłyszała o nim wtedy nieprzychylne opinie. Spoglądając jednak na tę krzyżówkę, trudno jej było sobie wyobrazić, aby traktował Scotta jako swojego konkurenta, a małe dzieci jako potencjalną ofiarę. Czuła, jak Vader ciągnie smycz w różne strony, wciąż bawiąc się śniegiem i zupełnie ignorując inne psy w swoim otoczeniu. Poklepała zwierzaka po głowie i kiedy ponownie odwróciła się w stronę Scotta oraz młodej kobiety i jej psa, Finlay właśnie podnosił głowę. Kat uśmiechnęła się łagodnie, kładąc dłoń na jego ręce, którą owinął wokół jej talii.
    - Chwilkę - rzuciła, czule przejeżdżając wskazującym palcem po jego zaroście. Miała skrytą nadzieję, że nikt nie widział tego małego gestu. - Kat, miło mi - powiedziała, kiedy zrobiła kilka kroków do przodu i stanęła oko w oko z barmanką. - Nigdy nie miałyśmy okazji oficjalnie się poznać - dodała, zaskakując samą siebie, z jaką łatwością przyszło jej rozpoczęcie jakiejkolwiek konwersacji.

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  14. Lou:

    Mężczyznę tak pochłonęło wkupowanie się w łaski tymczasowej podopiecznej, że z opóźnieniem zauważył obcego psa. Na szczęście był na tyle obyty z tymi wiernymi czworonogami, że bez problemu odczytał jego otwartą, nieco figlarną postawę. Najwyraźniej był młody i skory do zabaw, a skoro biegał luzem, nie powinien stanowić potenxjalnego zagrożenia. W końcu nie ciągnął za sobą łańcucha, nic, co wskazywałoby na to, że uciekł.
    Sama Lily nie bała się psów i przebywała z nimi dłużej, aniżeli sam Jack, więc przyjęła zaczepkę ze spokojem i kiedy już chciała rzucić krótkim siad, psa opanowała jego właścicielka, którą oboje kojarzyli z widoku. Rogers wiedział, że kupił od niej teraz już dorosłe szczeniaki z pierwszego miotu, trzy lata temu.
    — Jack Rogers — odparł, z pewną dozą subtelności uścisnąwszy krótko dłoń Indianki, po czym odruchowo wrócił uwagą na psy. Nie miał zamiaru poruszać tematu, jak się okazuje, Nanooka, puszczonego luzem. W końcu nikomu nie stała się krzywda.
    — Kupiłem je od Ciebie jako oseski, trzy lata temu. Cieszę się, że nie zawiodłem. A co do psa...
    — Weźmiemy! — radośnie wtrąciła dziewczynka, kiedy przykucnęła przed Lou i jej podopiecznym, nie wyciągając jednak dłoni w jego stronę.
    Jack odchrząknął, spoglądając na córkę z niewielką naganą w spojrzeniu.
    — Skarbie, mamy już dwa psy. Często zostajesz z nimi sama.
    — I są bardzo grzeczne! Pamiętam żeby je karmić, dawać im pić, Ty z nimi biegasz a czeszemy je razem, damy radę.
    — Tak, kochanie, ale trzeci pies to duża zmiana w domu. Nie wiemy, czy Bast i Rebel go polubią.
    Blondyneczka wydęła smętnie dolną wargę, po czym zastanowiła się przez chwilę i ostatecznie wstała na nogi, postanawiając uderzyć w ojca ostateczną bronią. Przytulając się do jego nogi, obdarzyła go z dołu oczyma Kota ze Shreka.
    — Rebel jest Twój, Bast jest mój, mamusia też chciałaby mieć psa... Wiesz, że zawsze chciała mieć psa. Ja będę się nim zajmować i kochać go za mamusię. Zawsze chciałeś mieć dużą rodzinę, proszę!
    — Lilianne... — mruknął nagle, dziwnie ciężkim tonem, co wiązało się z wywieszeniem białej flagi. Nie potrafił jej niczego odmówić, a ona potrafiła to wykorzystać. Kiedyś będzie musiał z nią o tym porozmawiać. Kładąc dłoń na głowie małej, obdarzył kobietę uśmiechem, który miał chyba stanowić przeprosiny za to, czego była świadkiem.
    — Jeśli jest młody i dogada się z tymi tam — podbródkiem wskazał na bliźniaczą parę przy saniach — Biorę.
    Dziewczynka bez słowa mocniej wtuliła się w jego nogę, stajając się ukryć zwycięski uśmiech.

    Bezradny Jack i przeszczęśliwa Lily

    OdpowiedzUsuń
  15. Scott, Kat:

    No cóż, Aurora przyglądała się mężczyźnie z jednego, prostego powodu - starała się go dobrze zapamiętać, aby przy kolejnym spotkaniu znów nie zareagować przesadnie tylko dlatego, że zakradł się do niej obcy człowiek, a ona była zbyt zajęta psem, aby zwrócić na to uwagę w odpowiednim momencie.
    Kiedy Scott zajęty był głaskaniem Hadesa, Walker przeniosła spojrzenie na kobietę, która zatrzymała się obok niego. Co prawda, dzieliła ich pewna odległość, ale spojrzenie, jakim nieznajoma obrzuciła mężczyznę nie pozostawiało wątpliwości co do tego, że coś ich łączy.
    Rora przyjrzała się też jej pupilowi, który zdawał się zupełnie nie przejmować otaczającym go światem. Zwierze było tak odmienne od wolfdoga, że równie dobrze można było je porównywać z kotem...
    Aurora uniosła kącik ust, wyraźnie rozbawiona reakcją Scotta, kiedy ten już zorientował się, że jego dziewczyna zatrzymała się niedaleko. Przynajmniej zakładała, że właśnie nią była dla niego Kat. Brunetka pokręciła głową z lekką dezaprobatą i skupiła się na swoim podopiecznym, chcąc dać im chwilę prywatności. W akcie zaczepki delikatnie pociągnęła Hadesa za ucho. Pies w odpowiedzi chapnął zębami, mijając jej palce o włos.
    Walker obróciła się w kierunku nieznajomej, kiedy ta się do niej zbliżyła i posłała jej swobodny, zupełnie niewymuszony uśmiech.
    - Aurora - przedstawiła się i skinęła głową zarówno w stronę Kat jak i jej faceta, bo z nim również nie zdążyła się przecież poznać pomimo ich krótkiej wymiany zdań.
    - No cóż... - urwała, by wolną dłonią zagarnąć za ucho nieznośne kosmyki włosów, które wymknęły się z jej kucyka. - ...nie miałam okazji poznać jeszcze wielu osób z miasteczka, mam wrażenie, że Victoria wszystkich ode mnie odstrasza - oznajmiła i zaśmiała się szczerze.
    Wiedziała, że dziwne nawyki jej opiekunki dla młodych mieszkańców Mount Cartier mogą wydawać się zwyczajnie śmieszne.

    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeziębienie to przekichana (dosłownie!) sprawa, a kiedy dopada człowieka w najmniej oczekiwanym momencie, to tym bardziej. Declan tego roku zdecydowanie nie miał szczęścia. Tyle lat hartowania się na świeżym powietrzu nie ochroniło go przed wrednym wirusem, a ogrom czasu, poświęconego na maszerkę, na nic się zdał w obliczu Dziadka Mroza, bo on właśnie tuż przed wyścigami musiał stracić siły. Biedak smarkał się i kaszlał, niemal wykrztuszał z siebie płuca, a tu takie cudo w mieście. Pierwszy raz, legalnie i bez spiny, mógł sobie z innymi pomykać na zaprzęgu. Nic dziwnego, że pomimo dolegliwości, i tak stanął w szeregu z pozostałymi zawodnikami. Oczywiście każda rozsądna matka, żona czy cioteczka powiedziałaby mu pewnie, że powinien siedzieć w wyrze z gorącym rosołkiem na kolanach, ale on nie do końca wiedział, jak usiedzieć w miejscu, gdy pasja jego życia świeciła mu po oczach, więc po prostu zignorował wszelkie niedogodności wynikające z choroby i opatulony w nie jeden, a dwa ciepłe szaliki, przygotowywał się do wspaniałej wycieczki. Zawodowego wyścigu mógłby nie wytrzymać, ale tutaj... to była tylko zabawa, nie powinien się rozłożyć, ani specjalnie zmęczyć. No nie i kropka.

    Wynik rzutu: 6

    Declan McCain Jr

    OdpowiedzUsuń
  17. Kat, Aurora:

    — No ale taką dłuższą chwilkę, czy raczej krótszą?
    W zasadzie mógłby sobie darować to pytanie, ale był facetem, potrzebował doprecyzowania. Poza tym każda minuta rozmowy dawała mu pretekst, by bezczelnie sobie na nią patrzeć, a tak się akurat składało, że wciąż jeszcze nie znudził się widokiem jej ciemnych opraw oczu, czy ładnie skrojonych ust.
    — Vader... — ściągnął dłoń z talii kobiety i pogroził psiakowi palcem, nachylając się do niego. Niby głuptak nic nie robił, tylko sobie tuptał, ale jak tuptał wcześniej, tak tuptał też teraz, więc wytuptał... najlepszą drogę do przewrócenia Kat i Scotta. Kiedy Finlay zwrócił mu uwagę był bowiem przy trzecim okrążeniu wokół nich, co wiązało się z tym, że przydługa smycz owinęła im się już nie tylko wokół kostek, czy łydek, ostatni pasek wstępował nieśmiało tuż pod kolanami. — Pyszczek, idź w tamtą stronę — mówiąc łagodnie, pociągnął za smycz, nakierowując pupila w odpowiednim kierunku. W każdym razie próbując.
    — Och, i tylko ja jeden wychodzę na ignoranta — wtrącił się, zerkając pobieżnie na dziewczynę, zaraz też wyprostował się, podając w jej kierunku dłoń — Scott...
    Nie był najlepszy w dzieleniu uwagi, więc zaprzestał przewodniczenia psu i nawet by do niej podszedł, ale poprzednia delikatna sugestia nie docierała do Vadera, więc był, jakby to powiedzieć, unieruchomiony. Byli zresztą oboje, ale Kat jeszcze nie do końca wyraziła tym zainteresowanie. No więc stał jak ten słup soli z ręką w powietrzu.

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  18. Scott, Aurora

    Zaśmiała się cicho.
    - Krótszą, krótszą.
    Może nie spotykali się przez długi okres czasu, ale cztery miesiące wystarczyły, żeby zauważyć w zachowaniu Kathryn pewne zmiany. Na jej twarz o wiele częściej wstępował uśmiech, którym kiedyś rzadko kogo raczyła obdarować. Stała się milsza, szczególnie dla starszych pań w sklepie, i zdecydowanie żywsza. Z trybu bardzo wolnego przeszła na wolny, a to postęp. Podczas Świąt zauważyli to nawet jej rodzice. Można więc byłoby spokojnie pokusić się o stwierdzenie, że Scott działał na Kat jak miód na serce i wyciągał z niej tylko najlepsze cechy, o których sama chyba jeszcze nie miała pojęcia.
    Kat zainterweniowała dopiero w momencie, kiedy to pies okrążał ich po raz czwarty. Chwyciła jego smycz, tym samym gwałtownie każąc mu się zatrzymać.
    - Niedobry - rzuciła tylko, popychając psa w odwrotną stronę. Vader powoli zaczął ich odkręcać, niechętnie zmieniając kierunek biegu. - Zachowuj się ładnie. Widzisz jaki Hades jest grzeczny, a z ciebie to taki pierun jeden... - powiedziała, kręcąc przy tym głową.
    - Wybacz - rzuciła do Aurory, skracając psu smycz i dając mu komendę, aby wyrównał. - Zwykle jest grzeczniejszy.

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  19. Andrew, Scott, Kat, Aurora ;D

    Wykrzywił się odrobinę na słowa mężczyzny, unosząc minimalnie jeden z kącików ust w nikłym uśmiechu. Rzecz jasna od razu tego pożałował, gdy pulsowanie w lewej skroni nasiliło. Hałas powodowany przez liczne psy obecne przy kościele nie pomagał w jego ciężkiej sytuacji. Już żałował, że duma nie pozwala mu na odwrócenie się na pięcie i zostawienia tego cyrku za sobą.
    — Z nimi nigdy nie wygrasz — zgodził się, samemu aż za dobrze wiedząc jak może wyglądać histeria w wykonaniu kobiet. Ach, każdy facet prawdopodobnie zdążył przez to kiedyś przejść! — Ale gorsze od pogróżek bab są tylko docinki brata — dodała, zerkając spod ukosa na Jimmy'ego witającego się ze znajomymi i śmiejącego się głośno. Oj jemu na pewno nic nie dolegało po wczorajszej imprezie w salonie.
    Jason niechętnie przeniósł spojrzenie na inną znajomą twarz stojącą całkiem niedaleko. Kat! Niemal jęknął i to nawet nie było spowodowane bólem. Stała nieopodal, co prawda nie sama, ale i tak zerknęła już na niego, a on uchwycił to spojrzenie... Chyba teraz już nie wypadało się odwrócić?
    — Cześć — rzucił niepewnie, pomimo bólu kiwając jej głową, gdy dłońmi poszukiwał rękawiczek w kieszeni kurtki. Nie omieszkał zauważyć też obok niej Scotta, którego Jason pamiętał z czasów gdy nie wyjechał jeszcze z miasta, i... i tej dziewczyny. — Właściwie to cześć wszystkim — dorzucił jeszcze bardziej idiotycznie niż poprzednio. No nic, dobrze, że chociaż nie wspomniał o pogodzie!

    Jason Tanner

    OdpowiedzUsuń
  20. Scott, Kat, Jason:

    Aurora obserwowała próby wyswobodzenie Scotta i Kat z objęć smyczy z wyraźnym rozbawieniem malującym się na jej bladej twarzy. Właściwie nie była pewna na kim dokładnie powinna była zwiesić oko, bo poza barem, gdzie skupiała się na pracy i poza ostatnim większym wydarzeniem nie przebywała w tak licznym towarzystwie bez wsparcia Victorii, która pilnowała, aby nie wymsknęło jej przypadkiem jakieś głupstwo. Należy oczywiście wspomnieć, że przeważnie byli to wyłącznie jej znajomi...
    Walker parsknęła cicho, kiedy Scott w daremnej próbie spróbował zbliżyć się do niej z wyciągniętą na powitanie dłonią. Dziewczyna postanowiła go wyręczyć i sama zrobiła krok do przodu, ściskając jego rękę w geście powitania.
    Kiedy Rora znów się cofnęła, skupiła całą swoją uwagę na Kat, której wreszcie udało się doprowadzić psa do porządku.
    - Nie ma sprawy - odpowiedziała i wzruszyła ramionami, bo naprawdę tak było. Nic takiego się przecież nie stało. - Jest uroczy.
    Aurora uniosła kącik ust i zerknęła na wspomnianego Hadesa, który w tym momencie - najwyraźniej mając ich w wielkim poważaniu - wodził pyskiem nisko przy śniegu, obwąchując pozostawione przez kogoś odciski butów. Mimo wszystko, co jakiś czas strzygł uszami w ich kierunku, więc wiedziała, że wolfdog podsłuchuje.
    Walker podniosła wzrok, kiedy do jej uszu dotarło kolejne powitanie. Bez trudu odnalazła wzrokiem autora tych słów i mrugnęła, najwyraźniej nieco zaskoczona, kiedy spostrzegła znajomą już twarz. Mimowolnie zerknęła przelotnie na jego dłoń i bliznę, która odznaczała się wyraźnie na tle jasnej skóry. Była zdziwiona, ponieważ od dnia katastrofy w kościele miała wrażenie, że chłopak unika jej jak ognia.
    - Cześć - odpowiedziała w końcu, jak gdyby nigdy nic i przeniosła uważne spojrzenie na jego twarz. Sprawiała wrażenia jakby nic się nie stało, co więcej, jakby widziała go po raz pierwszy w życiu. Uznała, że tak będzie mu po prostu łatwiej oswoić się z jej towarzystwem.
    - Aurora - przedstawiła się ponownie i poklepała Hadesa po barku, kiedy ten otarł się o jej nogę, domagając się odrobiny uwagi.
    Posłała nowemu towarzyszowi blady uśmiech i ani razu więcej nie spojrzała na jego dłoń.


    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń
  21. DRUGA TURA ZACZYNA SIĘ TERAZ!

    Dla usprawnienia rozgrywki każdy gracz ma maksymalnie dwie godziny na napisanie komentarza fabularnego, jeśli w tym czasie nie zdąży go zamieścić, przepada mu ruch. MG będzie się starał jak najszybciej informować o tym, co dzieje się z postacią w następnej turze, by ułatwić proces, dlatego proponujemy pisać komentarze „na zapas”, gdy zbliża się nasza kolejka. Zasada ta obowiązuje między godziną 18:00, a 24:00.

    OdpowiedzUsuń
  22. Zebrani pod miejscem startu zawodnicy zapomnieli chyba po co tak naprawdę wyściubili zmarznięte nosy poza ciepłe domostwa. Kilka osób co prawda rozglądało się niepewnie za kimś, kto poprowadzi ten wyścig. Oczywiście na posterunku już kręcił się burmistrz, rozglądając się za odpowiednim miejscem dla siebie. Przecież nie będzie stał przed tymi bestiami, gdy na jego komendę wszyscy chętni ruszą do przodu!
    — No dobra, koniec, nie lenić się i stawać mi tutaj do startu! — zarządził głośno, machając rękoma w taki sposób, jakby chciał odpędzić się od natrętnej osy, a nie rozpocząć fascynujący wyścig przez las. Nie poczekał nawet na ustawienie się zawodników. Kto chciał, to przecież czekał tylko na sygnał, nie? — Gotowi? No to jazda!

    OdpowiedzUsuń
  23. Wszyscy, Jason, Kat, Scott:

    — Nawet nie próbuję. To strata czasu i nerwów. Lepiej dać im wygrać walkowerem — śmieje się cicho, może ciut demonizując cechy kobiet, ale tak się niechybnie składa, że w ostatnim czasie nie miał wielu okazji na przekonanie się do płci pięknej. Clarissa zdecydowanie mu tego nie ułatwiała.
    Tymczasem, nim ogarnął co się wokół niego dzieje, burmistrz wszedł sprytnie między rozgadaną gromadę zawodników, wykrzykując coś o starcie. Tak mu się przynajmniej zdawało, bo nim się obejrzał, inne sanie już mknęły do przodu. Tylko jego ruszyć się nie chciały. A właściwie to on ich jeszcze nie ruszył. Nie czuł się jednak aż tak le z tym faktem, bo kiedy obejrzał się obok siebie, Jason też wydawał się nie spieszyć, a trójka przy psach to już w ogóle rozgadała się na dobre. Problem jednak w tym, że Walker nie tylko się nie spieszył, ale również nie wiedział jak zacząć, by zmusić psiaki do jazdy. Wszedł jednak prędko na swój zaprzęg, łapiąc silnie za lejce, jak przystało na dzielnego samca. — No to... w drogę! — rzucił głośno, w oczekiwaniu na...
    Wielkie nic. Zwierzaki jak siedziały na śniegu, tak sobie siedziały do teraz, zupełnie nie słuchając.
    — Leniwe, co? — mruknął sceptycznie do futrzaków, pociągając obojętnie za lejce. Stało się! Ruszyły... no wreszcie.

    Wynik rzutu: 5
    Aktualne pole: 6

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
  24. Jack:

    Lou siadła na śniegu, przyciągając do siebie swojego psa, targając go za uszy, kiedy ten wyciągał głowę przed siebie, żeby zaczepiać oswojoną ze zwierzętami dziewczynkę. Indianka zagryzła wargę, w półuśmiechu słuchając dziecka. Widziała w małej potencjał na przyszłość. Wygadana, obyta, podpasowałaby dziadkowi w ich plemieniu. Momoa tak bardzo skupiona na młodej, z rozkojarzeniem uniosła głowę do góry, kiedy mężczyzna się do niej zwrócił. Niepokorny w życiu, ale opanowany w stadku Nanook w tym czasie okręcił się dookoła Lilianne i sypnął ją śniegiem, kopiąc przed nią dziurę. Był pełny energii przed wyścigiem.
    — Mam jeszcze Itari. Itari powinna się z nimi polubić. Woli jak się na nią woła Itta. Ułoży ci bliźniaki.
    Tutaj oparła się dłonią przed sobą na śniegu, czując jak chłód przejmuje jej rękę.
    — Mojeee? Ojaaaa! Bastek! Rebson!
    Nie wiedziała, czy ją pamiętają, ale ona, chociaż w pierwszym momencie ich nie skojarzyła, pamiętała ich na pewno.
    — Come to momma! — zawołała do nich w momencie, w którym ktoś oznajmił początek wyścigu. Chociaż Lou skupiła uwagę Jacka i prawdopodobnie opóźniła start zarówno swój, jak i Jacka.
    — Kurde, zaczęło się. Lilianne! Zaprzęgaj psy. Jack, co ty tu jeszcze robisz? Czekaj, stój, pomóż mi wstać!
    Wyciągnęła do niego ręce, czy to zrobił czy nie, chwyciła go za nadgarstki iw gruncie rzeczy dźwignęła się o swoich siłach, otrzepując się ze śniegu.
    — Powodzenia. Nanook.
    Gwizdnęła na niego, pędząc przed siebie w lekkim truchcie, żeby upiąć go do pozostałych dwóch swoich pociech. Jej pieski to były jej jedyne dzieci. Nie wiedziała ile opóźniła, ale miała nadzieję, że uda jej się szybko nadrobić straty. Zanim się obejrzała, wyszła na tym i tak lepiej niż Jack z Lilianne, którzy wpadli w zaspę. Zaśmiała się szczerze rozbawiona.
    — No dalej bałwanie!

    Wynik rzutu: 4
    Aktualne pole: 5

    Lou Momoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (5) w następnej turze tracisz kolejkę: Marny z Ciebie maszer, właśnie wpadłeś w zaspę! Wszyscy pędzą do mety, kiedy Ty, jak rasowy bałwan, próbujesz wygramolić się spod sterty śniegu.

      W następnej turze obowiązuje cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: utrata kolejki
      Aktualne pole: 5

      Oj chyba kochacie piątkę :D

      Usuń
  25. UWAGA — ZMIANY TECHNICZNE!

    Dla usprawnienia rozgrywki każdy gracz ma maksymalnie pół godziny na napisanie komentarza fabularnego, licząc od komentarza osoby go poprzedzającej. Jeśli w tym czasie nie zdąży go zamieścić, przepada mu ruch. MG będzie się starał jak najszybciej informować o tym, co dzieje się z postacią w następnej turze, by ułatwić proces, dlatego proponujemy pisać komentarze „na zapas”, gdy zbliża się nasza kolejka. Zasada ta obowiązuje między godziną 17:00, a 24:00.

    OdpowiedzUsuń
  26. Scot, Kat, Jason:

    Chwilę później Victoria wyłoniła się z tłumu i wyraźnie zadowolona podeszła do ich grupki, by się przywitać i odebrać od Aurory Hadesa, by ta mogła zająć miejsce przy zaprzęgu, który załatwiła jej opiekunka.
    Dziewczyna nie zaprotestowała i jedynie pomachała towarzyszom na odchodne, posyłając im przez ramię łobuzerski uśmiech.
    - Powodzenia! - rzuciła jeszcze i zajęła swoją pozycję.
    Do tej pory nie miała zielonego pojęcia o prowadzeniu takich sań, ale przed wyjściem przeczytała wszystko co się dało i wysłuchała porad pani Campbell bez cienia sprzeciwu. Zbierała informacje chociaż połowa z nich i tak ulotniła się już w momencie, w którym wystartowała.
    Czuła ucisk w żołądku wywołany lekkim stresem, ale negatywne emocje szybko przyćmił zastrzyk adrenaliny, gdy rzuciła zapamiętaną komendę, a psy ruszyły.
    Walker zaśmiała się zachwycona i rozejrzała się, aby sprawdzić jak idzie innym zawodnikom. Przez moment zrównał się z nią jakiś mężczyzna z dzieckiem, ale tak naprawdę nie miała okazji mu się przyjrzeć, zbyt zajęta utrzymywaniem lejcy w zmarzniętych dłoniach. Tego dnia założyła rękawiczki bez palców, by żaden materiał nie krępował jej ruchów.
    - No dalej... - mruknęła, z fascynacją obserwując zwierzęta, które pracowały wspólnie, by pociągnąć ciężar bagażu jaki stanowiła Rora.
    Jej radość nie potrwała jednak długo, bo zauważyła, że jej podopieczni niebezpiecznie zbliżają się zarówno do zakrętu jak i do sań parki obok. Nie wyglądało na to jakby zwierzęta miały zamiar się rozdzielać i dziewczyna zrozumiała, że zderzenie z pobliską zaspą będzie nieuniknione.
    Zerknęła w popłochu najpierw na psy i rzuciła komendę do zatrzymania, a następnie przeniosła spłoszone spojrzenie na mężczyznę.
    - Uważaj! - krzyknęła ostrzegawczo nim chwyciła mocniej zaprzęg i lejce.
    Sekundę później sanie uderzyły w śnieg, zwalając ją z nóg. Trzymała się jednak dostatecznie mocno, by nie utracić kontaktu ze swoim środkiem transportu. Klęczała jednak jednym kolanem w śniegu, a odrobina puchu dostała się za jej kaptur, na co Aurora wzdrygnęła się i momentalnie wyprostowała.
    Kiedy podniosła się do pionu otrzepała ubranie i sprawdziła najpierw czy zwierzętom nic się nie stało, a następnie podbiegła do drugich sań, by ocenić szkody.
    - Nic wam nie jest? - zapytała wyraźnie zatroskana.

    Wynik rzutu: utrata kolejki
    Aktualne pole: 5

    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń
  27. Andrew, Aurora, Wszyscy?
    Ah, z kobietami nigdy nie dało się wygrać, to prawda, ale żeby od razu poddawać się na starcie? To nie było w stylu Tannera! I już, już chciał to oznajmić swojemu towarzyszowi, ale po pierwsze skupiony był bardziej na (a to nowość) kobiecie, która mu się przedstawiała i pokrzykiwaniach rozgrywanych na przodzie. Start, huh? Jaki do cholery start, jak nikt nie był jeszcze nawet ustawiony?!
    — Jason, ale… Chyba to tyle na teraz. Kto by pomyślał, że tak mu się będzie śpieszyć — zagadnął, gwiżdżąc cicho na psy, które o dziwo podniosły się z bielutkiego śniegu i zaczęły przeciągać się pomimo podpięcia do szelek. Tylko co z tego skoro wszyscy inni zdążyli się wcześniej wpakować na zaprzęg, a on miał z tym mały… problem. Zanim on się zebrał, to każdy już ruszył. No, może oprócz jednej osoby, która została z nim w tyle. Jason odetchnął z ulgą – głupio byłoby być utknąć na starcie samemu. Przynajmniej miał wymówkę, że poczekał z ruszeniem szelkami aż kolega obok też to zrobi.
    — Go, go! No dajesz, trzeba ich dogonić! — ponaglił towarzysza, który solidarnie został z nim w tyle, uznając że mała dawka dopingu im nie zaszkodzi. Może nawet ten powiew świeżego powietrza pomoże w uporaniu się z kacem zanim dojedzie do mety i uda mu się przy tym nie wywalić? Kto wie!

    Wynik rzutu: 6
    Aktualne pole: 7

    Jason Tanner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (7) idź naprzód do najbliższego gracza: Przyspieszasz przy zjeździe z górki i doganiasz sanie przed Tobą.

      W następnej turze lądujesz obok Declana, dlatego obowiązuje Cię następujący wynik:
      Aktualne pole: 12 + tyle ile wyrzucisz

      Usuń
  28. Kat, Aurora, Jason:

    Scott przez chwilę stracił skupienie, a to dlatego, że nie przywykł do tak licznego grona odbiorców. Trzy osoby to dużo w rozmowie, ale cztery to już tłum. Kiedy więc Kat i Aurora rozprawiały o czymś obok niego, a Jason witał wszystkich uprzejmie, on pomachał jedynie dłonią, ostatecznie woląc raczej zająć się pupilem pod jego nogami. Ledwie jednak nachylił się w stronę Vadera, a tu jakiś szum, jakiś popłoch, coś się dzieje! Flegmatyczny on chyba nie ogarnął, że wyścig już się zaczął. To było do przewidzenia! Jak zwykle w tyle. No nieme... sporty naprawdę nie były jego dobrą stroną. No ale nic straconego, mógł jeszcze uratować swój honor!
    — Kathryn, powodzenia! — cmoknął ją tylko szybko w czoło, pędząc czym prędzej do swoich sani. Niektórzy chyba nie wiedzieli o tym, że tych szelków przy saniach to się raczej nie ciągnie, więc nagle poczuł się jak Mistrz Wyścigu. On przynajmniej zdawał sobie sprawę z tego, że zabawa polega na dobrej modulacji głosem i odpowiednich komendach!
    — Do to hec, DO PRZODU — rzucił wesoło, lądując tyłkiem na saniach, znalazł nawet czas, żeby wpakować się pod futrzaną płachtę, no bo przecież nie będzie marznął w trakcie tak ważnego wydarzenia! Chciał dotrwać do końca.

    Wynik rzutu: 3
    Aktualne pole: 6

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  29. Jason, Aurora, Scott

    Nie poznała go. Dopiero, kiedy powiedział "cześć" i skinął lekko głową, Kat cała się spięła. To on, przemknęło jej szybko przez głowę. Uśmiechnęła się blado i już powoli zaczęła wyciągać rękę, aby wymijająco się z nim przywitać, chociaż wcale nie musiała zachowywać się tak dziwacznie, bo przecież nie miała ku temu powodów - co było, to było, ale właśnie w tym samym momencie usłyszała ciepły głos Aurory, która powitała go i po chwili ponownie się przedstawiła. Kathryn odetchnęła głęboko, jakby ktoś zdjął z jej pleców ogromny ciężar. W oddali zauważyła swoich rodziców, którzy czekali, aby przejąć od niej Vadera i machali do niej przyjaźnie. Kobieta puściła tylko smycz psa, który szybko czmychnął w stronę Diany i Berdarda. W tym samym czasie burmistrz głośnym okrzykiem rozpoczął wyścig i wszyscy w popłochu zaczęli dobiegać do swoich sań.
    - Powodzenia, kochanie - rzuciła, nachylając się machinalnie, kiedy mężczyzna całował ją w czoło. Podeszła do swojego małego zaprzęgu, który stał nieopodal i usiadła na saniach. Głośno rzuciła komendę, a psiaki ruszyły do przodu. Wiele osób już dawno ją wyprzedziło, jednak Kat w ogóle się tym nie przejmowała. Nie miała zamiaru wygrać tego wyścigu. Chciała spokojnie posiedzieć i upoić oczy pięknym krajobrazem. Przejeżdżając przez zakręt, zdążyła jeszcze krzyknąć do Rory:
    - Trzymaj się!

    Wynik rzutu: 2
    Aktualne pole: 4

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  30. Lou, Aurora, wszyscy:

    Jego psy były już dopięte do sań, zatem nie miał oporów, by pomóc kobiecie się podnieść. Lily czekała na niego na płozach, więc gdy tylko wskoczył na miejsce zaraz za nią, wydała z siebie zacięty okrzyk.
    - Go!
    I wszystko szło naprawdę dobrze, przynajmniej do momentu, w którym zauważył, że jego zaprzęgowe duchem przyłączył się do zaprzęgu, było jednak za późno na reakcję, więc mimo komendy do skrętu, oboje wylądowali w zaspie. Jack jedną ręką przytrzymał Lily, drugą zwinnie zaskakując z sań, razem z nią, dzięki czemu żadne z nich nie ucierpiało w żaden sposób. No, może poza wszechobecnym śniegiem.
    - Nie, w porządku - odparł mężczyzna, otrzepując się z białego puchu. Nie mieli za wiele czasu na pogadanki, o czym przypomniała mu córka, niemal wyciągając go na sanie. Zaśmiał się więc, spojrzał znów przelotnie na nieznajomą, by zapamiętać jej aparycję i z doświadczenia oceniając, że ona także ma się dobrze, uśmiechnął się do niej, stając na płozach.
    - Dzięki za troskę, ale pora się zbierać, bo nie chcemy być ostatni. Powodzenia!
    Lily była zdeterminowana by wygrać, więc ostatnie słowo rzucał już w ruchu.

    Jack i Lily

    Wynik rzutu: utrata kolejki
    Aktualne pole: 5

    OdpowiedzUsuń
  31. Stojąc na starcie domyślał się, że prawdopodobnie jest jedyną osobą tutaj, która wiedziała, że miejsce to poprawnie w słowniku maszerów nazywa się chute. Nie to, żeby było to istotne, ale cenił sobie wiedzę innych, a kiedy słyszał, jak ludzie poganiali swoje psy, miał niemal absolutną pewność, że nigdy nie jeździli psim zaprzęgiem. W zasadzie to nic złego, zawsze mogli się nauczyć, ale mimo wszystko trochę go to bawiło. Na tyle, że sam stracił czujność, gdy sędzia ogłosił początek wyścigu.
    — Hup! — zreflektował się i zakomunikował krótko, wstępując na sanie, a jego psiaki automatycznie posłuchały komendy, prując do przodu. Declan, widząc jak oddala się od innych, nie potrafił powstrzymać ciut bezczelnego uśmiechu, wstępującego na usta. Szczególnie, że akurat wsłuchał się w słowa Scotta oraz w ciekawości rozglądał za działaniami innych zawodników, a to... wyglądało iście komiczne. Mieli niesamowite szczęście, że ich psiaki były na tyle ogarnięte, aby popędzić do przodu, gdy widziały czyjeś sanie z przodu, bo gdyby nie mądre zwierzaki, pewnie tkwiliby jak słup soli na linii startowej.

    Wynik rzutu: 6
    Aktualne pole: 12

    Declan McCain Jr

    OdpowiedzUsuń
  32. TRZECIA TURA ZACZYNA SIĘ TERAZ!

    Dla usprawnienia rozgrywki każdy gracz ma maksymalnie pół godziny na napisanie komentarza fabularnego, licząc od komentarza osoby go poprzedzającej. Jeśli w tym czasie nie zdąży go zamieścić, przepada mu ruch. MG będzie się starał jak najszybciej informować o tym, co dzieje się z postacią w następnej turze, by ułatwić proces, dlatego proponujemy pisać komentarze „na zapas”, gdy zbliża się nasza kolejka. Zasada ta obowiązuje między godziną 17:00, a 24:00.

    OdpowiedzUsuń
  33. Owszem, nie miał zielonego pojęcia co tutaj robi, ale chyba nie szło mu aż tak źle jak myślał z początku, bo kiedy obejrzał się za siebie, parę osób leżało już w zaspie, a on, szczęśliwy i cały, mógł pędzić do przodu. Wprawdzie nie zakładał, że wygra wyścig, ale odetchnął z ulgą wiedząc, że nie jest tym najgorszym. Gdyby był, jego męska duma mogłaby tego nie przetrawić. A jedno o Andrew trzeba było wiedzieć: jego ego i honor były dla niego wyższej wagi, niż relacje z kobietami, ludźmi i jeśli miało to jakieś znaczenie, nawet z czytelnikami. Jako urodzony Narcyz miał ambicję do imponowania tylko i wyłącznie sobie, więc najzwyczajniej w świecie nieco by się zawiódł, gdyby okazało się, że przegrał z kretesem. Nazwisko Walker musiało pozostać niesplamione, o czym chyba zapomniała Aurora, kiedy brawurowo wpadła w zaspę. Ech, te kobiety. Pewnie autem jeździła podobnie i niezmiennie kiepsko.
    Ale, ale... on też mógł gdzieś się wyglebać. Na razie nie zajmował sobie jednak głowy podobnymi utrudnieniami. Odetchnął głęboko, patrząc na psiaki i może nawet coś by im zakomunikował, niemniej był niemal pewien tego, że nie zna odpowiednich komend, więc najzwyczajniej w świecie postanowił dać im wolną rękę. To na pewno nie był ich pierwszy raz na torze, w przeciwieństwie do niego znały się na rzeczy. Niech biegną gdzie chcą. To była jego strategia na dziś. A jak się zacznie sypać, albo — co gorsza — to on się gdzieś wysypie, pomyśli o tym potem.

    Wynik rzutu: 3
    Aktualne pole: 9

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
  34. Wszyscy, Lily:
    Lou była tak skupiona na Jacu i jego córeczce, ze kiedy ona śmiała sie w niebogłosy, wredny Nanook, lgnący do małej córeczki Jacka, zamiast biec, jak na leadera przystało w poprawnym kierunku, skierował cały rząd zaprzęgowy za tatusiem i jego córunią. Wskoczył do zaspy, a Lou zdała sobie z tego sprawę dopiero, kiedy jej sanie uderzyły w śnieg. Wpadła w zaspę, zakopując się w niej i wypluwając puch.
    — Nanook, bestio...

    Wyrzucona kość: utrata kolejki
    Aktualne pole: 5

    Lou Momoa

    OdpowiedzUsuń
  35. Jack, Kat:

    Aurora odetchnęła w duchu, kiedy okazało się, że nieznajomy wraz z córką są cali i zdrowi. Nie miała pojęcia co by zrobiła, gdyby coś im się stało, bo chociaż mijało ich sporo osób to każdy zajęty był swoim zaprzęgiem i nawet nie miałaby kogo poprosić o pomoc.
    - To dobrze - mruknęła i odpowiedziała mężczyźnie entuzjastycznym uśmiechem, by następnie wrócić do swoich sań.
    Poklepała psy po futrzanych barkach i pogłaskała je zanim wskoczyła na zaprzęg i ponownie chwyciła lejce. Pomachała dwójce na pożegnanie, a następnie zaśmiała się, kiedy Kat śmignęła tuż obok niej.
    Pokręciła głową i ponownie rzuciła komendę do startu. Zwierzęta, o dziwo, wcale się nie ociągały. Walker podejrzewała, że miało to coś wspólnego z tym, że jej czteronożni podopieczni odczuwali chęć rywalizacji znacznie intensywniej od niej samej.
    A może po prostu psiaki przeczuwały dobrą zabawę?
    Bez względu na powód, Rora postanowiła cieszyć się każdą kolejną minutą wyścigu, dawno się tak dobrze nie czuła. W przypływie rozbawienia krzyknęła dziko i ponagliła zaprzęg.

    Wynik rzutu: 6
    Aktualne pole: 11

    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (11) rzucasz za gracza po Tobie, gracz ten traci kolejkę: Twój lider zaprzęgowy to mądra bestia, właśnie zajechał drogę innemu psiakowi, przez co masz szansę wyjść na prowadzenie.

      Zyskałeś dodatkowy rzut za Jasona, dlatego w następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: wynik rzutu + wynik rzutu bonusowego
      Aktualne pole: 11 + suma obu wyników

      Usuń
  36. Aurora, Declan, Kat
    Właściwie nie miał pojęcia jak to zrobił. W jednej chwili był na samym tyle wyścigu, ociągając się z przyśpieszaniem (przecież nie zamierzał na starcie zdzierać głosu i męczyć zwierząt!), a i tak jakimś cudem udało mu się uniknąć zderzenia ze wszystkimi laikami wpadającymi raz po raz w tę samą zaspę śniegu. Gdzieś tam minął też jadącą powoli Kat, do której mimowolnie wyszczerzył się zwycięsko, zapominając na chwilę o tym w jakich okolicznościach widział się z nią po raz ostatni x lat temu. Bycie ostatnim okazywało się przydatne, bo przynajmniej wiedział już, gdzie jest jego przeszkoda i jak ją oraz wszystkich poszkodowanych wyminąć bez tracenia cennych sekund. A te okazywały się być naprawdę ważne! Wystarczyło wyprzedzić wszystkich wywrotkowiczów (w tym świeżo poznaną Aurorę – pewnie dopadła ją karma, bo skoro wtedy to on był poszkodowany, to teraz.. cóż!), a już gnał przed siebie, jego leader pięknie prowadził dwa pozostałe psy sprawiając, że… trafił na najlepszego z najlepszych, a przed nimi nie było nikogo innego? I jeszcze zostawi go za sobą w tyle?! A to Ci heca! I kto to mówił, że na kacu nie dojedzie nawet do mety?!
    — No, to mi się zaczyna podobać McCain! Ho! — ponaglił psiaki, przypominając sobie tych kilka komend, które za dzieciaka zdarzało mu się słyszeć podczas dyskusji z kumplami przygotowującymi psy do takich wyścigów. Coś tam mu w głowie zostało….
    Na dodatek obudził się w nim chyba duch walki!

    Wynik rzutu: 2
    Aktualne pole: 14

    Jason Tanner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (14) masz dodatkowy rzut kością: Twoje psy pędzą jak szalone, a tam...? Zaspa! Psiaki przestraszyły się i uskoczyły w tył, lecąc na zaprzęg. W ostatniej chwili udaje Ci się złapać je wszystkie, siedząc razem na saniach wyskakujecie jak z wyskoczni i szybujecie w powietrzu. Zyskaliście na czasie.

      Zyskałeś dodatkowy rzut kośią, ale również straciłeś rzut na rzecz Aurory, dlatego w następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: wynik rzutu
      Aktualne pole: suma dotychczasowych wyników

      Usuń
  37. ADNOTACJA TECHNICZNA

    Prosimy o rzucanie kością wyłącznie w swojej rundzie. Jako, że nie było tej zasady wcześniej, nie tyczy się ona osób, które już rzuciły. Uprasza się również o pilnowanie komentarzy od MG nie tylko pod swoją postacią, ale również pod postacią gracza poprzedzającego (jako, że może to mieć wpływ na naszego bohatera).

    Pola nie są oznaczeniem tego, gdzie aktualnie przebywają postacie. Oznaczenie to wskazuje jedynie MG, odnosząc się do przyszłej tury oraz gracz, który odnosi się w komentarzu do tury bieżącej.

    OdpowiedzUsuń
  38. Wcześniej myślał, że rozmawianie z trzema osobami na raz jest ciężkie, jakież było więc jego zdziwienie, kiedy okazało się, że jazda z masą innych osób to dopiero niezłe wyzwanie! Ludzie nie wiedząc kiedy i jak lądowali w zaspie, a on był jedynie w stanie myśleć o tym, że jak sam zaraz gdzieś nie pierdyknie, to będzie w szoku dla swoich zdolności prowadzenia zaprzęgiem. Przeczuwał, że prędzej czy później znajdzie się w jakimś dziwnym, odosobnionym miejscu, na przykład na drzewie. Dodatkowo musiał pilnować nie tylko siebie, ale również Kat, bo najzwyczajniej w świecie trochę i po ludzku się o nią martwił. Niepotrzebnie tutaj przychodzili. Mogli zostać w domu i pić sobie parujący napój z korzennymi przyprawami, a zamiast tego postanowili stawić się na wyścigu, w którym ludzie tonęli w śniegu, albo pruli na złamanie karku przez trasę! No ale Scott nie przewidział, że tak to właśnie będzie wyglądało. No i osobiście wolał przyjąć strategię jak najmniej inwazyjną, czyli po prostu nigdzie mu się nie spieszyło. Kiedy inni poganiali psiaki, on wręcz modlił się o to, żeby jego liderowi nie zachciało się biec szybciej.
    — Mam złe przeczucia... — mruknął jeszcze do siebie, trzymając się kurczowo futra na saniach. Jakby to miało mu w czymś pomóc...

    Wynik rzutu: 3
    Aktualne pole: 9

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  39. Wszyscy, Jason, Scott

    Jej zaprzęg powoli przemieszczał się do przodu. Wyglądało to tak, jakby psy również z góry spisały cały wyścig na straty i truchtały sobie spokojnie, rozglądając się co chwila i machając energicznie ogonami. Kat zastanawiała się przez chwilę, czy może przypadkiem nie wybrała zaprzęgu z najmniej doświadczonymi psami, ale tak naprawdę w ogóle jej to nie przeszkadzało, więc nie miała po co długo się nad tym rozwodzić. Po chwili minął ją Jason, który wyszczerzył się do niej triumfalnie i pognał dalej przed siebie, zostawiając ją daleko w tyle. Paris widziała przed sobą tylko tabuny białego śniegu, który prószył dookoła i uniemożliwiał jej lepsze widzenie drogi. Kat cmoknęła głośno, ostentacyjnie i jechała dalej swoim tempem, nie przejmując się niezwykle wesołym Tannerem. Samopoczucie poprawiała jej myśl o dzisiejszym wieczorze, który miała spędzić ze Scottem, pod ciepłym kocykiem z winem korzennym i jakimś dobrym filmem w telewizji. I oczywiście piękny las, w który wszyscy tak ochoto wjeżdżali.

    Wynik rzutu: 2
    Aktualne pole: 6

    Kat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [jak coś, to miało być "ochoczo"*...]

      Usuń
  40. Wszyscy:

    Jack i Lily jechali dalej nie bacząc na nikogo za sobą ani przed sobą, choć po wypadku, nawet jeśli niegroźnym, mężczyzna nabrał jeszcze większego dystansu do całego tego wydarzenia. Nie popędzał więc psów, ale też nie hamował ich, co by nie sprawić córce przykrości.

    Jack i Lily

    Wynik rzutu: 2
    Aktualne pole: 7

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (7) idź naprzód do najbliższego gracza: Przyspieszasz przy zjeździe z górki i doganiasz sanie przed Tobą.

      W następnej turze lądujesz obok Andrew i Scotta, dlatego obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: wynik rzutu
      Aktualne pole: 9 + wynik rzutu

      Usuń
  41. Wszyscy:

    Gdyby Declan słyszał myśli Jasona, być może włączyłby się u niego duch rywalizacji, ale na razie… niespecjalnie przejmował się towarzyszem u boku. Co jak co, ale potrafił sprawnie poprowadzić zaprzęgiem, a raczej zachęcić do współpracy swojego lidera, więc pomimo tego, że teraz Tanner wyszedł na prowadzenie, on nie widział problemu w ewentualnym przegonieniu kolegi. Uważał jednak, że należy dać ludziom fory i nie zachowywać się jak skończony gwiazd orzyna, co hamowało jego zapędy do bycia pierwszym. Wszyscy tutaj przyszli się dobrze bawić, on również, więc nie planował szarżować na torze. Co będzie, to będzie. Poza tym Mount Cartier miało swój specyficzny urok i potrafiło płatać ludziom figle, więc to, że wyścig wygra maszer wcale nie było takie pewne.

    Wynik rzutu: 3
    Aktualne pole: 15

    Declan McCain Jr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 15) rzucasz kością, gracz po Tobie przesuwa się o ilość wyrzuconych przez Ciebie oczek: Sczepiłeś się saniami z innym zawodnikiem, żeby uniknąć katastrofy, przepchnąłeś jego sanie do przodu. O zgrozo, właśnie pomagasz rywalowi wygrać!

      W następnej turze rzucasz kością, ale Twój wynik trafia na konto Andrew! Ciebie obowiązuje następujący wynik:
      Wynik rzutu: oddany Andrew
      Aktualne pole: 15

      Usuń
  42. CZWARTA TURA ZACZYNA SIĘ TERAZ!

    Dla usprawnienia rozgrywki każdy gracz ma maksymalnie pół godziny na napisanie komentarza fabularnego, licząc od komentarza osoby go poprzedzającej. Jeśli w tym czasie nie zdąży go zamieścić, przepada mu ruch. MG będzie się starał jak najszybciej informować o tym, co dzieje się z postacią w następnej turze, by ułatwić proces, dlatego proponujemy pisać komentarze „na zapas”, gdy zbliża się nasza kolejka. Zasada ta obowiązuje między godziną 17:00, a 24:00.

    OdpowiedzUsuń
  43. Andrew nawet kiedy przegrywał, robił to z klasą. W trakcie kiedy niektórzy (jak dla przykładu biedny Scott), mamrotali coś pod nosem w obawie przed wywrotką, on siedział pewnie na saniach, uśmiechając się do siebie delikatnie. To całe pędzenie na płozach do przodu nawet mu się podobało. Wprawdzie wiatr smagał go po zaróżowionych od mrozu policzkach, ale to nic, bo z każdym kolejnym pokonanym metrem mógł zaobserwować przepiękną okolicę. Dokładnie takie miejsca sprawiały, że chciało mu się potem pisać! Niewykluczone, że zacząłby nawet teraz, gdyby nie to, że nie miał warunków. W zamian nasunął na nos szalik, chroniąc się przed pojedynczymi drobinkami śniegu, które atakowały twarz. Pewnie były to jakieś pozostałości po tych wszystkich saniach przed nim, niektórzy zawodnicy uparcie torowali sobie drogę do mety przez puch.
    Ale on się nie przejmował. Wciąż nie był jeszcze na szarym końcu. Gdzieś za nim błąkały się osoby, które wpadły w zaspę i dopiero chwilę temu zaczęły zbierać się do dalszej jazdy. Dobrze, że nie podzielił z nimi losu, bo trochę szkoda byłoby mu tego drogiego płaszcza, zakupionego w Mediolanie. Robiony na specjalne zamówienie prezentował się niemal tak dobrze, jak sam Walker. Choć pewnie mieszkańcy Mount Cartier nawet gdyby chcieli, nie zaważyliby różnicy.

    Wynik rzutu: 5
    Aktualne pole: 14

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (14) masz dodatkowy rzut kością: Twoje psy pędzą jak szalone, a tam...? Zaspa! Psiaki przestraszyły się i uskoczyły w tył, lecąc na zaprzęg. W ostatniej chwili udaje Ci się złapać je wszystkie, siedząc razem na saniach wyskakujecie jak z wyskoczni i szybujecie w powietrzu. Zyskaliście na czasie.

      Zyskałeś dodatkowy rzut kością, a dodatkowo masz też dodatkowy wynik rzutu od Declana, dlatego w następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: wynik rzutu + rzut bonusowy + wynik rzutu Declana
      Aktualne pole: suma dotychczasowych wyników

      Usuń
  44. Wszyscy, Lily i Jack:

    Lou zebrała się ze śniegu, otrzepując nos Nanooka z puchu, gwizdnięciami doprowadzila go do porządku, wskazując mu dobrą drogę na śniegu. Ustawił się, prowadząc za sobą pozostałe dwa psy, więc kiedy ruszyli, tempo było już miarowe. Jack i Lily jednocześnie zniknęli im z pola widzenia na tyle daleko, żeby Nanook nie lgnął już do dziewczynki. Co dziwne, zwykle Nanook był raczej oschły w relacjach, co wyjaśniałoby dlaczego zanim rozdzielili się z Lily i Jackiem, prychał na niego groźnie.

    Aktualne pole: 9
    Wynik rzutu: 4

    Lou Momoa

    OdpowiedzUsuń
  45. Jason, wszyscy:

    Walker tak się wczuła, że nawet nie zauważyła kiedy minęła kilku zawodników i ponownie zrównała się z jednym z nich. Kątem oka zerknęła na mężczyznę i mimowolnie wygięła usta w uśmiechu, rozpoznając znajomą twarz. Pośpiesznie odgarnęła z czoła nieznośnie kosmyki włosów i rozejrzała się, czy przypadkiem nikogo innego nie ma jeszcze w pobliżu. Musiała przyznać, że ten wyścig podobał jej się coraz bardziej, zaczynała łapać o co chodzi i miała nadzieję, że nie skończy ostatnia.
    Odniosła też wrażenie, że złapała kontakt ze swoimi psami, bo kiedy ponagliła je pewnym głosem, te wyrwały do przodu...
    - Ho!
    Zwierzęta były niezwykle inteligentne i dobrze wytrenowane, bo sekundę później lider nie tylko poprowadził zaprzęg naprzód, ale też odciął zadowolonego z siebie Jasona i Aurora pognała dalej, nie oglądając się za siebie. Uznała, że to mogłoby jej przynieść pecha, więc tylko uśmiechnęła się pod nosem.
    Gdzieś tam, w środku, zaczęła się w niej budzić iskierka nadziei na wygraną, kiedy mijała kolejnych zawodników aż nie było już nikogo przed nią. Przynajmniej na razie. To byłby wspaniała początek i koniec jej kariery.
    - Dobra robota! - pochwaliła psy i rozejrzała się po okolicy. Zaciągnęła się świeżym, nieco mroźnym powietrzem i pokręciła głową z lekkim niedowierzaniem. W takich sytuacjach człowiek zawsze nabierał odrobiny pewności siebie.

    Wynik rzutu: 6
    Aktualne pole: 17

    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń
  46. Scott, Declan, Aurora

    Powinien to przewidzieć. Powinien wiedzieć, że szalenie na śniegu to nie jest wcale taki dobry pomysł, a psy niekoniecznie będą się go słuchać. Mógł brać przykład z Finlaya, któremu chyba nie śpieszyło się do wygranej!
    Jasne, psy pędziły, bo wczuły się już w wyścig, wiedziały co robić nawet bez wielu komend wykrzykiwanych przez osobę zasiadającą na saniach, a mimo to... nawet im zdarzały się chwile zawahania. Jason odczuł to bardzo dokładnie w chwili, gdy chciał zaproponować im skręt w lewo. Przecież widział tę cholerną zaspę, nie zamierzał w nią wpaść... szkoda tylko, że zapomniał słownie poinformować je co mają zrobić. Psiaki miały inne plany na ucieczkę, jechali jednak za szybko, żeby uspokoić do tyłu mógł im się udać i jednocześnie wyprowadzić ich na prostą.
    — Ah, do diabła — stęknął, gdy tylko jeden z czworonogów wylądował na jego nodze, a drugi na wolnej przestrzeni sań. Na chwilę przeraził się, że coś może się stac trzeciemu, w efekcie czego zadziałał instynkt. Pochylił się i złapał trzeciego za obronę (na pewno Declan by tego nie pochwalił), ale przynajmniej uratował zwierzę, zanim ich sanie wjechały na pagórek i zamiast wpaść w zaspę zwyczajnie nad nią... przelecieli? Ah, to dopiero był przyjemny widok na ośnieżoną okolicę! Zaczynało mi się podobać, szczególnie jak na chwilę wyprzedził znowu Aurorę dzięki temu brawurowemu wyczynowi. No lepiej chyba być nie mogło, co?

    Wynik rzutu: 1 (przez Aurorę!)
    Aktualne pole: 15

    Jason Tanner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (15) rzucasz kością, gracz po Tobie przesuwa się o ilość wyrzuconych przez Ciebie oczek: Sczepiłeś się saniami z innym zawodnikiem, żeby uniknąć katastrofy, przepchnąłeś jego sanie do przodu. O zgrozo, właśnie pomagasz rywalowi wygrać!

      W następnej turze rzucasz kością, ale Twój wynik trafia na konto Scotta! Ciebie obowiązuje następujący wynik:
      Wynik rzutu: oddany Scottowi
      Aktualne pole: 15

      Usuń
  47. Jason, Aurora, Kat:

    Cóż to się działo? Same dziwy! Sanie latały w powietrzu jak Hawker Fury, a jedyną różnicą pomiędzy nim, a zawodnikami wyścigu było to, że o ile w samolocie myśliwskim mieścił się tylko jeden załogant, na deskach sań jakimś cudem znalazło się aż czterech! Trójka z nich, futrzasta i chyba ciut przestraszona, wracała powoli do siebie, a cały manewr koniec końców okazał się skutecznym sposobem na wyprzedzenie Aurory, ale szczerze powiedziawszy Scott mimo wszystko nie chciałby być na miejscu Jasona. W jego wykonaniu takie szybowanie nad ziemią pewnie skończyłoby się spektakularną wywrotką, dlatego cieszył się, że póki co całkiem szczęśliwie i bezproblemowo udawało mu się śledzić tor wyścigu. Jeszcze tego brakowało, żeby zamiast wyznaczonym szlakiem, skakał po jakiś pagórkach! Maszerka to jednak niebezpieczny sport! Nie dla flegmatyków.
    Kat chyba podzielała jego zdanie, bo kiedy rozejrzał się za jej zaprzęgiem, okazało się, że również nie przyspiesza na siłę. W zasadzie można nawet rzec, że byli wręcz modelową parą, która trzymała się blisko siebie. Na tę myśl aż uśmiechnął się szeroko do swojej zjawiskowej dziewczyny (dla niego taka właśnie była), oczywiście w nadziei na to, że zauważy ten gest.

    Wynik rzutu: 2
    Aktualne pole: 11

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (11) rzucasz za gracza po Tobie, gracz ten traci kolejkę: Twój lider zaprzęgowy to mądra bestia, właśnie zajechał drogę innemu psiakowi, przez co masz szansę wyjść na prowadzenie.

      Zyskałeś dodatkowy rzut za Kat, dostajesz też wynik rzutu od Jasona, dlatego w następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: wynik rzutu + wynik rzutu bonusowego za Kat + wynik rzutu od Jasona
      Aktualne pole: 11 + suma wszystkich wyników

      Usuń
  48. Scott

    Uśmiechnęła się pod nosem i wyłupiła oczy, kiedy widziała, co ludzie przed nią wyrabiają na swoich saniach. Jej psy również podniosły łebki z zaciekawieniem i lekko zwolniły, aby przyjrzeć się dokładniej całemu zajściu. Parsknęła cichym śmiechem, kiedy Jason pofrunął nad zaspą. W tym momencie cieszyła się, że jedzie bezpiecznie z tyłu i nie musi martwić się o swoje życie, a trzeba przyznać, że chociaż po sobie tego często nie pokazywała, ceniła swoje życie ponad wszystko. Bała się upadków, a może przede wszystkim tego, jak będzie wyglądać już po zderzeniu się z ziemią.
    Kat przyspieszyła w momencie, kiedy Scott odwrócił się i szeroko do niej uśmiechnął. Odwzajemniła uśmiech i pomachała mu szeroko, żeby przypadkiem nie pomylił tego znaku ze zwykłym przeciąganiem się. Podjechała do niego na tyle blisko, na ile pozwalały jej sanie i wychyliła się lekko w bok.
    - Powinieneś przyspieszyć! - rzuciła, spoglądając na jego psy. - Obroń nasz honor i chociaż Ty nie przyjedź ostatni na metę! - Zaśmiała się, ponownie chowając ręce i cały tułów w futrzanej płachcie.

    Wynik rzutu: 4
    Aktualne pole: 10

    Kat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straciłeś rzut, który wykonuje za Ciebie Scott na swoje konto, dlatego w następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: rzut oddany Scottowi
      Aktualne pole: 10

      Usuń
  49. Wszyscy:

    Jack nie miał zamiaru poganiać psów, jednak zmusiły go do tego warunki. Nie chciał by sanie wpadły na jego psy, zatem podniósł głos wspólnie z uradowaną Lily, której oczy świeciły się ze szczęścia, kiedy zobaczyła zjazd.
    - Ho!
    Mógł niemal poczuć jak Rebel i Bastion szarpnęły ich do przodu, umożliwiając suczce z przodu narzucenie nowego tempa, które na chwilę pozwoliło mu zrównać się z dwoma innymi zaprzęgami. Dziewczynka śmiała się głośno. W tej chwili mężczyzna poczuł się usatysfakcjonowany. On już wygrał, niezależnie od tego, na której pozycji zakończy wyścig. Od początku chciał tylko sprawić przyjemność swojemu aniołkowi i jak widać, szło mu nieźle.
    - Rebel, Bast, Kaana! Dobre psy!

    Wynik rzutu: 4
    Aktualne pole: 13 (co za ironia)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (13) wróć gdzie stałeś i cofnij się o ilość wyrzuconych oczek: O niiee! Twoje psiaki zamiast na metę, gonią za królikiem. Żadne krzyki i pogwizdywania nie są w stanie przekonać ich do zmiany kierunku. Zanim uszasty zwierzak zwiewa do norki, tracicie czas.

      Wracasz na pole, na którym wcześniej stałeś i cofasz się o ilość wyrzuconych oczek, dlatego w następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: wynik rzutu
      Aktualne pole: 9 - wynik rzutu

      Usuń
  50. Andrew:

    Nawet nie zorientował się, w którym momencie ten nowy w mieście znalazł się obok niego, ale jedno, co wiedział na pewno: jeśli zaraz nie oddali się od jego sań, skończy się to wielką katastrofą, a to dlatego, że Andrew zupełnie nie panował nad psim liderem. Nie wydawał mu też żadnych komend, co znaczyło mniej więcej tyle, że pełen energii zwierzak nie zwracał uwagi na detale, takie jak inny zaprzęg obok.
    — Haw! — Declan próbował jakoś uratować sytuację, skręcając w lewo, ale szczerze powiedziawszy było już za późno. Owszem, psiaki posłuchały go, ale tył sań nie wiedząc kiedy sczepił się z tymi należącymi do mieszczucha, w wyniku czego miał dosłownie parę sekund na to, by coś z tym zrobić, nim oboje wpadną w poślizg. Niewiele myśląc, wyrwał się gwałtownie w kierunku prawego skrzydła, nie tylko odczepiając zaprzęg rywala od swojego kosza, ale również przepychając go do przodu, by nie powtórzyć tej sytuacji.
    — Wykorzystaj ten czas na coś lepszego, niż wpadanie na zawodników! — krzyknął jeszcze w jego kierunku, wbrew pozorom nie złoszcząc się. Wręcz przeciwnie, prychał przy tym w rozbawieniu. No niech już ma tę chwilową przewagę... Przyda mu się na poprawę morali.

    Wynik rzutu: 1 (oddany Andrew)
    Aktualna pozycja: 15

    Declan McCain Jr

    OdpowiedzUsuń
  51. PIĄTA TURA ZACZYNA SIĘ TERAZ!

    Jako, że rozgrywka idzie w miarę płynnie, a MG liczy na to, że kto ma czas, będzie odpisywał jak najszybciej, mamy dobrą informację dla tych, którzy tego czasu mają nieco mniej: na napisanie komentarza fabularnego gracz ma godzinę, licząc od komentarza osoby go poprzedzającej. Jeśli w tym czasie nie zdąży go zamieścić, przepada mu ruch. MG będzie się starał jak najszybciej informować o tym, co dzieje się z postacią w następnej turze, by ułatwić proces pisania, dlatego proponujemy pisać komentarze „na zapas”, gdy zbliża się nasza kolejka. Zasada ta obowiązuje między godziną 17:00, a 24:00.

    OdpowiedzUsuń
  52. Declan:

    Przepchnięcie jego sań do przodu przez Declana wcale nie byłoby takim głupim pomysłem, gdyby nie to, że nie minęła nawet pełna minuta, a psiaki zostały postawione przed niemałym problemem: piętrzącą się groźnie na drodze zaspą. Drew już wcześniej widział, co działo się z tymi, którzy naiwnie próbowali się przez nią przebić, więc wcale się nie zdziwił, gdy zwierzaki spanikowały. Lider uskoczył tak gwałtownie w tył, że wylądował między nogami Walkera, dwoje pozostałych psich zawodników pisnęło natomiast przeraźliwie. Jeden wskoczył przy tym w popłochu do części zasadniczej sań, drugi zaczepił się o pałąk na przedzie, co wiązało się z tym, że jeśli Andrew nie chciał biedaka staranować, musiał wciągnąć go do góry. Tak też zrobił, bo nie chciał zobaczyć go porwanego przez śnieg między płozami. Złapał biedaka za szelki, podciągając do siebie i choć psiak swoje ważył, wziął go w ramiona, usadawiając obok lidera. Tylko tyle zdążył, nim wyskoczyli ze wzniesienia jak z procy, szybując niesamowicie szybko w powietrzu. Aż przeszedł go dreszcz, a już zdecydowanie poczuł siłę tego wybicia na kości ogonowej, gdy chwilę później sanie twardo uderzyły o podłoże. Z grawitacją ciężko wygrać, ale z innymi zawodnikami chyba nieco łatwiej, bo nim się zorientował, zdobył trochę dodatkowych punktów, czy tam czasu. W zasadzie sam nie wiedział jak się liczy zwycięstwo w psich zaprzęgach. Tak czy inaczej odetchnął z ulgą, pozwalając zwierzakom wrócić na szlak. Zrobiły to niemal mechanicznie, zeskakując w szeregu z sań i przechodząc do dalszego biegu.

    Wynik rzutu: 1 (Declan) + 6 + 5 (bonus)
    Aktualne pole: 26

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
  53. Wszyscy:
    Lou trzymala sie tylu gdzie jej pieski byly bezpieczne, bo z przodu dzialy sie dziwne rzeczy. Wolala nie zgadywac jak mogloby sie to skonczyc. Tempo jakie narzucila swoim pieskom bylo wiec spokojne, niespieszne. Stwierdzila, ze postawi na miarowy rytm, aby nie przemeczyc zwierzakow.

    Wynik rzutu: 6
    Pole: 15

    Lou Momoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (15) rzucasz kością, gracz po Tobie przesuwa się o ilość wyrzuconych przez Ciebie oczek: Sczepiłeś się saniami z innym zawodnikiem, żeby uniknąć katastrofy, przepchnąłeś jego sanie do przodu. O zgrozo, właśnie pomagasz rywalowi wygrać!

      W następnej turze rzucasz kością, ale Twój wynik trafia na konto Aurory! Ciebie obowiązuje następujący wynik:
      Wynik rzutu: oddany Aurorze
      Aktualne pole: 15

      Usuń
  54. Jason, Andrew, Scott:

    Chwilę to trwało, ale w końcu Aurora kątem oka wyłapała ruch po swojej lewej stronie. Wciąż była poddenerwowana po tym, jak Jason poszybował na saniach obok niej. To był spektakularny widok, ale manewr zaliczał się do niebezpiecznych, więc wcale mu nie zazdrościła. Poszczęściło mu się jedynie na kilka minut, bo psy w jej zaprzęgu spięły się i znów wyrwały do przodu, mijając chłopaka.
    Póki co, Walker wolała ich nie poganiać... Jej serce próbowało wyrwać się z klatki piersiowej i odzyskała głos dopiero, kiedy unormowała oddech.
    - Dobre pieski! - pochwaliła swoich podopiecznych i rzuciła komendę przy zakręcie, gdzie obok niej śmignął kolejny zawodnik.
    Nie zdążyła lepiej mu się przyjrzeć, a chociaż straciła prowadzenie to wcale się tym nie przejęła. Cieszyła się, że póki co uniknęła większych niebezpieczeństw.

    Wynik rzutu: 3
    Aktualna pozycja: 20

    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz szczęście! W następnej turze dostajesz prezent od Lou!
      Wynik rzutu: wynik rzutu + wynik rzutu Lou
      Aktualne pole: 20 + suma obu wyników

      Usuń
  55. Scott

    Cała zabawa przestała mu się podobać mniej więcej w momencie, gdy jego sanie uderzyły mocno o podłoże, przywracając łomoczący ból w głowie. Oj jeszcze jedna taka akcja ze strony psów, a jak nic dobrowolnie zeskoczy z tych cholernych sań i wyląduje w jakiejś zaspie. Na szczęście leader miał dobre wyczucie czasu, bo ledwie dotknęli ubitego śniegu, a pierwszy husky zbiegł z zaprzęgu, ciągnąc za sobą pozostałą dwójkę. Jason nie miał jednak takiego refleksu, bo zanim na nowo połapał się w poplątanych szelkach i skupił spojrzenie na drodze, to jego oczom ukazał się Scott, jadący zdecydowanie za blisko niego i… skąd on właściwie się tu wziął do diabła? Przecież Finlay miał być tym rozważnym i jechać wolniej od innych. Cholera…
    — Ej, uważ…
    Nawet nie dane było mu dokończyć, bo chociaż jego leader zareagował i uskoczył w bok, ciągnąc za sobą pozostałą dwójkę psów, to jego niezbyt wygodne siedzisko nie reagowało tak od razu. Zanim zdążyło więc odjechać w lewą stronę, to jego linki zahaczyły się już o przod sań Scotta, ciągnąc go mocno w swoją stronę. Kilka sekund i pewnie psy wywróciłyby się, bo już widział jak ich szelki naprężają się i cofają je do tyłu. Nie miał więc innego wyjścia, musiał sam uwolnić się zanim doprowadzą do jakiejś katastrofy (a Lou zabije go zanim dojadą do mety). Trzymając więc mocno szelki, przechylił się w stronę sań Scotta prawie przy tym spadając i wyszarpnął z całej siły mocną linkę, odpychając się dodatkowo ręką od jego sań, żeby nie spaść, przez co popchnął go tylko do przodu.
    — No, Finlay, wisisz piwo! — krzyknął za nim, cmokając na psy, które na szczęście nie spanikowały i pognały za uciekającą im trójką czworonogów, która była najbliżej nich.

    Wynik rzutu: 2 (oddany Scottowi)
    Aktualne pole: 15 (drugi raz i oby ostatni, uf)

    Jason Tanner

    OdpowiedzUsuń
  56. Scott nie bardzo zgadzał się w tym momencie ze zdaniem Kat, jako, że przy jego marnych umiejętnościach prowadzenia zaprzęgiem przyspieszenie oznaczało większe prawdopodobieństwo wypadnięcia z toru. Nie powiedział jednak o tej obawie głośno i całe szczęście, bo wyszedłby na idiotę, szczególnie, że w przeciwieństwie do mężcznyzny, jego psiaki poczuły zew walki.
    Lider zwiększył tempo, wietrząc okazję nie tylko do zagrodzenia drogi Kathryn, ale również do wysunięcia się przed paru innych zawodników, przez co można było odnieść wrażenie jakby Finlay faktycznie dostosował się do słów panny Paris. — No to przyspieszam! — zaśmiał się, gubiąc dziewczynę za plecami. A że nie kontrolował do końca tego, jak żwawo jedzie, jasnym stało się, że to nie koniec rozrywek na dziś. Nie wiedząc kiedy wpadł bowiem z rozpędem w Jasona, a pałąk u przodu sań sczepił się z linkami, czy Bóg jeden wie czym, w zaprzęgu jego kolegi. Wszystko działo się tak szybko, że właściwie nie był nawet pewien kto w kogo uderzył, ani co się stało. Co więcej, zanim się obejrzał, Tanner wykazał się niemałym sprytem, odczepiając ich od siebie, nim zaliczyli jakąś większą wtopę.
    — Dzięki! — krzyknął jeszcze w jego kierunku z wdzięcznością.

    Wynik rzutu: 3 + 3 (za Kat) + 2 (Jason)
    Aktualne pole: 19

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  57. Scott, Jason

    Uśmiechnęła się szeroko, kiedy Scott, a raczej jego psiaki, ruszyły żwawo do przodu. Już po chwili Finlay zniknął jej z oczu, słyszała tylko szczekanie psów i podniesiony głos Jasona. Kat miała nadzieję, że nikomu nic się nie stało i obaj mężczyźni nie prowadzili ze sobą dłuższej konwersacji, ale kiedy dojechała do miejsca, gdzie wcześniej znajdowali się Scott i Jason, nikogo już tam nie było. Paris spokojnie rozsiadła się w saniach i jechała dalej, nieśpiesznie. Potarła tylko czerwony, zmarznięty nos i cieplej owinęła się szalikiem, podejrzewając, że będzie to długi wyścig.

    Wynik rzutu: rzut oddany Scottowi
    Aktualne pole: 10

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  58. Najwidoczniej pochwała zbyt mocno podbudowała psy, bo już chwilę potem poczuł kolejne szarpnięcie. Okazało się, że zarówno w Bastionie, jak i Rebelu obudził się instynkt łowiecki, który Jack sam w nich podsycał, zabierając na polowania. Kaana była w tym położeniu bezsilna, bo mimo prób dalszego biegu dwa silne husky pociągnęły ją za sobą.
    - Nie, stójcie, trasa prowadzi na wprost! - zaoponowała dziewczynka, jednak psy zdążyły wpaść już w amok. Rogers spodziewał się tego, odkąd zaprzęgał swoje psy, więc pozwolił im uganiać się za zwierzyną. Kiedy królik zniknął w norze, na chwilę zeskoczył z sań, by poklepać husky po piersiach. Suczkę za próbę utrzymania psów w ryzach, a psy za prawidłową, instynkowną reakcję na widok futrzaka. Następnie wszedł na sanie, zerknął krótko na posmutniałą Lily i pogonił psy do jak najszybszego biegu.
    - To nie ma sensu, cofnęliśmy się prawie na sam początek... - mruknęła smętnie dziewczynka.
    - Kochanie.. Mówiłem Ci, że to tylko zabawa. Mamy w zaprzęgu jednego psa, który wie co robić, a sami nie jesteśmy maszerami. Za to jesteśmy wszyscy razem i jak już przejedziemy linię mety, poprosimy Lou, żeby poznała nas z nowym członkiem rodziny, co Ty na to?
    Blondyneczka odpowiedziała tylko i aż uśmiechem.
    - Dobrze, tato.
    - Zuch dziewczyna! A teraz: ho!

    Wynik rzutu: 6
    Aktualne pole: 3 (ostatni będą pierwszymi, zobaczycie! xD)

    Jack i zawiedziona Lily

    OdpowiedzUsuń
  59. Nie był pewien, co się dzieje z zawodnikami za nim, ale sądząc po krzykach i hukach na torze, musiał być niezły młyn. Declan chyba zaczął serię sczepiających się ze sobą sań, bo śnieg i linki od zaprzęgów mieszały się ze sobą z taką łatwością, że ciężko było opanować sytuację. Wolał jednak o tym za bardzo nie myśleć. Dla ułatwienia innym dalszej jazdy odsuwał się jedynie od wszystkich zaprzęgów, które widział, byle tylko nie doprowadzić do kolejnej kolizji, co nawet mu wychodziło, bo przez dobre parę minut udało mu się jechać czysto i nieinwazyjnie, bez żadnych utrudnień.

    Wynik rzutu: 3
    Aktualne pole: 18

    OdpowiedzUsuń
  60. SZÓSTA TURA ZACZYNA SIĘ TERAZ!

    Jako, że rozgrywka idzie w miarę płynnie, a MG liczy na to, że kto ma czas, będzie odpisywał jak najszybciej, mamy dobrą informację dla tych, którzy tego czasu mają nieco mniej: na napisanie komentarza fabularnego gracz ma godzinę, licząc od komentarza osoby go poprzedzającej. Jeśli w tym czasie nie zdąży go zamieścić, przepada mu ruch. MG będzie się starał jak najszybciej informować o tym, co dzieje się z postacią w następnej turze, by ułatwić proces pisania, dlatego proponujemy pisać komentarze „na zapas”, gdy zbliża się nasza kolejka. Zasada ta obowiązuje między godziną 17:00, a 24:00.

    OdpowiedzUsuń
  61. Andrew najwyraźniej minął się z powołaniem. Jego pierwszy wyścig psich zaprzęgów, i to jeszcze jako totalny laik, a nie tylko nie był ostatni na torze, wyszedł na prowadzenie, przeganiając zawodowego maszera. Wprawdzie duże znaczenie miało to, że Declan sam mu w tym pomógł, ale mimo wszystko miał powód do dumy. Jednak nie taki mieszczuch zły jak go malują... Poczuł się ciut dowartościowany, a może po prostu jak to on, kierował się polityką próżności i po prostu wmawiał sobie, że przy takim wyniku na torze musi być z siebie zadowolony.

    Wynik rzutu: 6
    Aktualne pole: 32

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
  62. INSTRUKCJE TECHNICZNE

    LOU — straciłaś kolejkę, która i tak była Ci odebrana, w związku z tym w następnej turze masz już dozwolony normalny rzut i może ruszyć z 15 pola!
    AURORA — bierzesz pod uwagę wspomniane zderzenie saniami z Lou. Wynik rzutu od Lou dla Ciebie wynosi 5!

    OdpowiedzUsuń
  63. Lou:

    Aurora cieszyła się widokiem ośnieżonej drogi i wysokich drzew, między którymi prześwitywał bezkresny błękit. Było chłodno, ale jakoś szczególnie jej to nie przeszkadzało. Przemknęło jej przez myśl, że gdyby udało jej się wygrać, mogłaby wreszcie utrzeć nosa Victorii, która była zdania, że jako miastowa, Rora zbyt szybko się poddaje. Oczywiście nie mówiła tego nigdy złośliwie, ale i tak nie czuła się z tym najlepiej.
    Dziewczyna tak się zamyśliła, że nawet nie zauważyła, kiedy zrównała się z nią jakaś dziewczyna. Walker chwyciła mocniej lejce i prawdopodobnie rozproszyła w ten sposób psy, które zboczyły z kursu, posyłając jej sanie na zaprzęg towarzyszki. W ten sposób szczepiły się ze sobą, a jako, że Aurora nie była w tej kwestii zbyt doświadczona, podniosła się jedynie i spojrzała na nieznajomą bezradnie. Być może ona coś wymyśli? Najlepiej nim dotrą do zakrętu, bo Rora obawiała się, że sytuacja skończy się podobnie do tej z mężczyzną z dzieckiem.
    Na szczęście Lou miała głowę na karku i po chwili udało jej się przepchnąć sanie Walker do przodu. Posłała jej w odpowiedzi pełen wdzięczności uśmiech i machnęła dłonią na pożegnanie, kiedy pogoniła psy.
    - Ho!
    Kiedy oddaliła się na bezpieczną odległoś, zerknęła jeszcze przez ramię na dziewczynę.
    - Wiszę ci piwo! - oznajmiła, starając się zapamiętać jej twarz, by w najbliższym czasie faktycznie wywiązać się z obietnicy.

    Wynik rzutu: 1 + 5
    Aktualne pole: 26

    OdpowiedzUsuń
  64. W chwili, w której Scott popędził do przodu, Jason mógł odetchnąć z ulgą i pozwolić psom biec swoim rytmem. Niczego więcej do szczęścia nie potrzebował, tym bardziej że w pobliżu nie było już nikogo zagrażającego mu swoimi saniami czy linkami. Cisza, spokój… No, nie licząc tych okrzyków wydawanych przez niektóre osoby jadące przed lub za nim. Tak naprawdę pogubił się już w tym, gdzie znajdują się pozostali zawodnicy, a sam pozwolił sobie rozglądać się po okolicy. Trochę nawet za bardzo wczuł się w patrzenie na tę wszechobecną biel, bo wyglądające zza chmur słońce odbiło się od śniegu i oślepiło go na chwilę. No tak, tylko tego mu brakowało, żeby pędząc w wyścigu jeszcze przecierać sobie rękawiczkami twarz. Dobrze, że chociaż tym razem nie miał przed sobą żadnej przeszkody i jedyne co odczul to podskakiwanie sań na nierównej powierzchni stworzonej przez zaprzęgi jadące przed nim. A niewiele brakowało, by wywrócił się bez niczyjej pomocy!

    Wynik rzutu: 5
    Aktualne pole: 20

    Jason Tanner

    OdpowiedzUsuń
  65. Scott wcale nie starał się szaleć na torze, wyszło samo. Jak widać im bardziej starał się zostać w tyle, tym mniej mu się to udawało, bo teraz nawet kiedy patrzył za siebie, nie był w stanie dostrzec Kat między drzewami. Jedyne, co rzuciło mu się w oczy to chmara śniegu, powstała przy zderzeniu dwóch zawodników. Nie rozpoznał ich, może nawet nie próbował. Wolał skupić się na drodze, póki jeszcze trzymał się środka toru. Parę sekund nieuwagi mogło zrujnować jego prostą, bezpieczną jazdę.

    Wynik rzutu: 2
    Aktualne pole: 21

    Scott

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (21) w następnej turze tracisz kolejkę: Twój pies znalazł trop i pobiegł w las. No cóż... w środku tego zadupia przynajmniej spotkałeś renifera.

      W następnej turze masz przygodę z reniferem, ale tracisz kolejkę, dlatego obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: utrata kolejki
      Aktualne pole: 21

      Usuń
  66. Kathryn jechała spokojnie przed siebie, rozglądając się dookoła i pozwalając psom robić swoje. Zupełnie im ufała i miała nadzieję, że pochopnie nie oddała im swojego losu w łapy. Kiedy mijali ją ludzie, uśmiechała się tylko blado i głębiej zatapiała się w swoim fotelu. Nie wiedząc czemu, czuła się coraz bardziej głupio. Może jednak powinna trochę przyśpieszyć? W końcu po coś nazwano tę jazdę wyścigiem.

    Wynik rzutu: 1
    Aktualne pole: 11

    Kat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (11) rzucasz za gracza po Tobie, gracz ten traci kolejkę: Twój lider zaprzęgowy to mądra bestia, właśnie zajechał drogę innemu psiakowi, przez co masz szansę wyjść na prowadzenie.

      Zyskałeś dodatkowy rzut za Jacka, dlatego w następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: wynik rzutu + wynik rzutu bonusowego
      Aktualne pole: 11 + suma obu wyników

      Usuń
  67. Wszyscy:

    W sumie nie ma co się rozwlekać, jadą dalej na szarym końcu, choć idzie im to jak krew z nosa.

    Wynik rzutu: 1
    Aktualne pole: 4

    Jack i Lily

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straciłeś rzut, który wykona za Ciebie Kat na swoje konto, dlatego w następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: utrata kolejki
      Aktualne pole: 4

      Usuń
  68. Akurat w momencie kiedy uspokoiło się na drodze, Declana zaatakował nagly atak kaszlu. Nie chcąc ryzykować na drodze, nie popędzał lidera, wręcz przeciwnie, postanowił trochę ostudzić zapędy zwierzaków. Kiedy tylko uspokoił oddech i stwierdził, że płuca sa całe, wychylił się w kierunku psich pomocników.
    - Whoa... - rzucił spokojnie, choć na tyle wyraźnie, by komenda ta dotarła do uszu futrzaków. Posłuchały niemal od razu, dając mu czas na poprawienie szalika. Upewnił się przy okazji, że żaden fragment jego ciała nie jest odkryty, zaciagnął rękawiczki i zasunął kaptur na głowę.
    - No. To teraz jazda, hup!

    Wynik rzutu: 4
    Aktualne pole: 22

    Declan McCain Jr

    OdpowiedzUsuń
  69. SIÓDMA TURA ZACZYNA SIĘ TERAZ!

    Jako, że rozgrywka idzie w miarę płynnie, a MG liczy na to, że kto ma czas, będzie odpisywał jak najszybciej, mamy więc dobrą informację dla tych, którzy tego czasu mają nieco mniej: na napisanie komentarza fabularnego gracz ma GODZINĘ, licząc od komentarza osoby go poprzedzającej. Jeśli w tym czasie nie zdąży go zamieścić, przepada mu ruch. MG będzie się starał jak najszybciej informować o tym, co dzieje się z postacią w następnej turze, by ułatwić proces pisania, dlatego proponujemy pisać komentarze „na zapas”, gdy zbliża się nasza kolejka. Zasada ta obowiązuje między godziną 17:00, a 24:00.

    OdpowiedzUsuń
  70. Wyścig trwał znacznie dłużej niż można było przewidzieć z początku. Już tyle przejechali, a trasa wcale się nie kończyła. Z tego co Andrew zdążył się zorientować przed wyścigiem, celem była leśniczówka, ale gdzie dokładnie się ona znajdowała? Nie miał zielonego pojęcia. Jeśli chciał trafić w odpowiednie miejsce, jedynym i najrozsądniejszym wyjściem z sytuacji było poruszać się za tłumem. Nawet lepiej więc dla niego, że nie otwierał szeregu, bo z pewnością zgubiłby się między drzewem A, a drzewem B. Albo z jego szczęściem trafiłby nad jezioro. Nie pomogłoby nawet doświadczenie zaprzężonych futrzaków. Ostatnimi czasy las Quicame nie był dla niego specjalnie łaskawy, a przekonał się o tym w momencie, gdy wraz z panną Chambers zgubili się w jego centrum. Toż to dopiero była przygoda. Nawet większa niż te niespotykane, acz w gruncie rzeczy komiczne perypetie na szlaku psich zaprzęgów.

    Wynik rzutu: 1
    Aktualne pole: 33

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
  71. INFORMACJE TECHNICZNE

    Lou, Twoja kolejka niestety minęła. Teraz kolej Aurory

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jason zrezygnował z kolejki, aby móc przeprowadzić jeszcze jedną turę, stąd Scott znalazł się pod Aurorą.

      Usuń
  72. W ciągu całej tej przejażdżki Aurora zdążyła się odprężyć. To była miła odmiana od pracy w barze i przesiadywania w chacie Victorii. Prawdziwa atrakcja, w której udział sprawiał jej jakąkolwiek przyjemność...
    Dziewczyna wiedziała jedynie, że musi dotrzeć do leśniczówki, ale wybrała się tam właściwie tylko raz, a do tego na skróty, więc tak właściwie nie znała drogi. Postanowiła jednak zaufać psom, które dzielnie brnęły w śniegu, nie przejmując się żadnymi przeszkodami. Zwierzęta zdawały się wiedzieć dokąd podążają.
    Zresztą, nawet jeśli zboczą z kursu, to w końcu liczyła się dobra zabawa, prawda?
    Rora odgarnęła niesforny kosmyk za ucho i ścisnęła swoje wodze.
    - Ho, bestie! - zawołała z uśmiechem i rozejrzała się po okolicy.

    Wynik rzutu: 5
    Aktualne pole: 31

    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń
  73. Nie mogło być tak pięknie. Czar prysł. Choć przez chwilę wydawało się, że Scott złapał wspólny język że swoimi psami, to było tylko złudzenie, które szybko zostało zweryfikowane przez najbliższe minuty wyścigu. Nim Finlay zdążył zareagować, lider z niewiadomych mu powodów pokierował całym zaprzęgiem w stronę lasu. Lasu, kurcze! Jakby nie było lepszych opcji.
    Gdyby nie to, że z natury Scott był opanowanym i racjonalnie myślącym człowiekiem, pewnie by spanikował. Rozsądek podpowiedział mu jednak, że jego team zaprzęgowy nie zrobi nic, co mogłoby zaszkodzić również im, dlatego nie poddał się żadnemu stresowi. Co więcej, był na tyle rozluźniony, by czerpać satysfakcję z obserwacji otoczenia.
    Opłaciło się. Może stracił dużo czasu, ale przynajmniej miał szansę doświadczyć czegoś iście interesującego. Przyglądając się prześwitom między drzewami, dostrzegł za koroną jednego z nich renifera. Pięknego, silnego osobnika z imponujących rozmiarów porożem. Aż się uśmiechnął.

    Wynik rzutu: utrata kolejki
    Aktualne pole: 21

    OdpowiedzUsuń
  74. Kat zupełnie się rozluźniła, siedząc wygodnie w saniach i rozkoszując się widokiem zaśnieżonych drzew, gór i dróg. Niebo było niezwykle błękitne, a jasny księżyc wisiał już na sklepieniu. Każdy, kto choć odrobinę znał się na pogodzie, wiedział, że takie niebo grozi ogromnym mrozem w nocy.
    - Przyda się wybicie całego tego robactwa - mruknęła pod nosem Kathryn, kiedy nagle leader jej zaprzęgu ruszył z kopyta do przodu. Zajechali drogę innemu zawodnikowi, który zaczął wymyślać jej od wrednych bab i innych podobnych. Kat podniosła dłoń w geście przeprosin i dalej pędziła przed siebie, nagle mając nadzieję, że dogoni Scotta. Jego obecność działała na nią kojąco.

    Wynik rzutu: 3 + 3
    Aktualne pole: 17

    OdpowiedzUsuń
  75. Scott:

    Choć mogło się wydawać, że jako maszer powinien przejąć stery, wieść prym, czy po prostu pokazać swój mistrzowski szyk, Declan tak naprawdę nie miał ambicji do tego, by wygrać. Zwycięstwo z grupą laików nie dałoby mu absolutnie żadnej satysfakcji, dlatego też wolał skupić się na samej przyjemności z jazdy. To oznaczało natomiast, że nie musiał poganiać swoich psich ulubieńców, ani wyciskać z siebie ostatnich potów, by określić ten wyścig mianem udanego. Pierwszy raz od dłuższego czasu wrzucił na luz, opierając się wygodnie o basket. Dzień był słoneczny jak na warunki Mount Cartier i całkiem przyjazny ludziom.
    Odetchnął spokojnie, nie koncentrując się na ułożeniu innych zawodników, jego uwagę przykuły drzewa, rozpościerające się po prawej stronie szlaku. To właśnie w ich kierunku spoglądał, gdy czyjaś sylwetka na saniach mignęła między dwoma pniakami. No cóż, różne były strategie na pokonanie trasy, niektórzy chcieli chyba przez las... aż zaśmiał się w rozbawieniu, wyobrażając sobie jak biedaczyna podskakuje na wybojach. Chyba sprawiał przy tym wrażenie jakby nie był sobą, ale przecież każdy z nas, ludzi, miał kilka swoich oblicz. To dzisiejsze było ciut przyjemniejszą i pomocniejszą wersją Declana.

    Wynik rzutu: 1
    Aktualne pole: 23

    Declan McCain Jr

    OdpowiedzUsuń
  76. ÓSMA TURA ZACZYNA SIĘ TERAZ!

    Jako, że rozgrywka idzie w miarę płynnie, a MG liczy na to, że kto ma czas, będzie odpisywał jak najszybciej, mamy więc dobrą informację dla tych, którzy tego czasu mają nieco mniej: na napisanie komentarza fabularnego gracz ma GODZINĘ, licząc od komentarza osoby go poprzedzającej. Jeśli w tym czasie nie zdąży go zamieścić, przepada mu ruch. MG będzie się starał jak najszybciej informować o tym, co dzieje się z postacią w następnej turze, by ułatwić proces pisania, dlatego proponujemy pisać komentarze „na zapas”, gdy zbliża się nasza kolejka. Zasada ta obowiązuje między godziną 17:00, a 24:00.

    OdpowiedzUsuń
  77. Na zachodzie bez zmian, chciałoby się rzec. Od jakiegoś czasu sanie Andrew zaczęły bowiem jechać stabilnie w kierunku, który przewidywał, a do tego nikt się z nim nie sczepił, w nikogo sam nie przylutował, a zaspy rozsuwały się przed nim jak Morze Czerwone... może nie tak do końca, bo to raczej on tych zwalisk śniegu unikał, niemniej jednak ważne było, że póki co trzymał się w całości. To chyba dobry wynik jak na kogoś, kto nigdy nie widział zaprzęgu na oczy. Z drugiej strony przeczuwał, że nie może być różowo przez cały czas, więc z dozą ostrożności podchodził do kolejnych pokonywanych metrów na trasie. To mogła być tylko cisza przed burzą. Należało się przygotować.
    Z tą właśnie myślą złapał się mocniej desek sani krzycząc krótkie „Ho!”, które zasłyszał od innych zawodników. Skoro używali tej komendy, najwyraźniej miała ona jakieś znaczenie.

    Wynik rzutu: 6
    Aktualne pole: 39

    Andrew

    OdpowiedzUsuń
  78. Aurora:

    Wtedy właśnie ni stąd ni zowąd pojawia się Aurora. Lou spoglada na nia z boku, automatycznie wyginajac sie w bok, próbując uniknąć zderzenia z jej zaprzegiem. Szczęśliwie sanie ułożyły sie w taki sposob, ze przy gwaltownym zsunieciu sie na siebie, to nie psy ucierpialy, a tylko plozy uczspily sie do siebie. Skoncentrowana na tym aby pieski nie utracily pędu i nie odczuly na sobie większego ciezaru, starala sie je odczepic. Dlatego z poczatku nie odpowiedziała dziewczynie. Dopiero pozniej odkrzyknela jej:
    - Piwo to nic w porownaniu do nalewki dziadka!

    Wynik rzutu: 1
    Aktualne pole: 16

    Lou Momoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (16) idź na pole 40: Twój lider zaprzęgowy w ogóle cię nie słucha, wydaje Ci się, że się zgubiliście, ale jakimś cudem znaleźliście się na przedzie. Ma nosa, skubaniec!

      Udało Ci się wyprzedzić wszystkich, dlatego w następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: wynik rzutu
      Aktualne pole: 40 + wynik rzutu

      Usuń
  79. Wydawało jej się, że psy ostatecznie złapały swój rytm i parły naprzód, o dziwo, słuchając jej komend. Wcześniej nie miała do czynienia z zaprzęgami, więc była tym bardziej zadowolona i dumna z siebie.
    Rozglądała się uważnie, między drzewami próbując dostrzec jakichś większych mieszkańców lasu. To by dopiero było coś!

    Wynik rzutu: 4
    Aktualne pole: 35

    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń

  80. Scott, Aurora, Declan

    Wyglądało na to, że po tym nieszczęsnym epizodzie z byciem niewyspecjalizowanym skoczkiem jego mini zaprzęg miał już dość atrakcji na dzisiaj i wolał nie tylko omijać wszystkie pułapki zostawione na torze przez a) śnieg, b) pozostałych zawodników, c) niewdzięczny los. Wychodziło im to całkiem nieźle, a główną tego zasługą był pewnie fakt, że nie słuchały się już jego poleceń. Nieważne czy przeciągał to „o” czy nie, one nadal biegły tym samym tempem. Cóż, z dwojga złego tak było lepiej niż jakby zboczyły z toru jak psy Scotta i pociągnęły, go w kierunku drzew. Tej przygody mógłby już nie przesiedzieć na saniach, na których swoją drogą robiło się cholernie zimno. Gdzie do diabła była ta meta?
    — Ej, właściwie gdzie to się kończy? — zawołał, licząc na to, że ktoś na przodzie – a widział tam co najmniej kurtkę Aurory i charakterystyczne psy Declana – odpowie na jego pytanie. Przecież chyba nie będą tak jechać do zmroku, co?

    Wynik rzutu: 6
    Aktualne pole: 26

    Jason Tanner

    OdpowiedzUsuń
  81. Renifer (xD):

    —Whoa, whoa... — zachęcił zwierzaki do niemal całkowitego unieruchomienia zaprzęgu, chcąc przyjrzeć się swojemu Gospodarzowi Lasu. Akurat przejeżdżali obok niego, gdy sierści uch odwrócił swój czekoladowy łebek w ich kierunku, strzygąc zabawnie uszami.
    Rzadko kiedy zdarzało mu się oglądać rogacza z tak niewielkiego dystansu. Skłamałby, gdyby powiedział, że nigdy nie widział na oczy parzystokopytnego, bo na dobrą sprawę każdy, kto choć przez rok mieszkał w Mount Cartier, musiał przeżyć spotkanie nie tylko z reniferem, ale również z całą gromadą zimowych zwierzaczków, niemniej jednak tak bliski i długi kontakt, niezakończony popłochem, zdarzał się naprawdę rzadko. Gdyby Scott wyciągnął dłoń, byłby w stanie dotknąć poroża, co niestety się nie stało, bo akurat w momencie, gdy podjął się tej próby, jego psi lider szarpnął sanie do przodu, najwyraźniej znudzony tą bezowocną wycieczką. Pewnie liczył na to, że zagoni królika do norki, a z reniferem nie potrafił się już tak dobrze bawić. No i tyle jeśli chodzi o zwiedzanie leśnych zagajników.

    Wynik rzutu: 4
    Aktualne pole: 25

    Scott

    OdpowiedzUsuń
  82. Jej psy jak przyspieszyły, tak nagle zwolniły. Wróciły do swojego wcześniejszego tempa, dając się wyprzedzić wszystkim, nad którymi przed chwilę mieli przewagę.
    - Ej no, weźcie się w garść - burknęła Kat, coraz bardziej rozgoryczona i zmarznięta. Wokół siebie nie widziała żadnej znajomej, młodej twarzy. Mężczyzna, który nazwał ją przed sekundą wredną babą, uśmiechnął się do niej szeroko i pojechał dalej, energicznie machając jej na pożegnanie. Paris nie znając żadnych komend, westchnęła tylko ciężko i podciągnęła płachtę pod samą szyję. Chociaż nie była religijna, miała nadzieję na rychły cud.

    Wynik rzutu: 2 (naprawdę...)
    Aktualne pole: 19

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  83. Jason:

    Jason chyba nie zdawał sobie sprawy z tego jak spory dystans dzielił Kościół od leśniczówki. Mogli jechać i do zmroku, kto ich tam wie. Mieli do pokonania dobre kilka kilometrów, jeśli nie kilkanaście, a biorąc pod uwagę fakt, że niektórzy z zawodników bardzo, ale to bardzo starali się rozciągnąć swoją drogę przez niepotrzebne wjeżdżanie w las czy lawirowanie między zaprzęgami... zapewne ich czas dotarcia do mety wydłużał się wprost proporcjonalnie do zwiększającego się zmęczenia. Declan sam czuł się nienajlepiej, choć zwalał to na karb choroby. W normalnych warunkach, przy pełni sił, byłby w stanie jechać dzień i noc, przecież niejednokrotnie tego doświadczał, ale z gorączką i całą gamą dolegliwości ciężej było wytrzymać doskwierający na dworze mróz.
    — Przy leśniczówce! — odkrzyknął w stronę Jasona, nie spodziewając się by w ferworze walki inni zdecydowali się na odpowiedź. — Jeszcze zdążysz zmarznąć — zapewnił go dodatkowo, z pewnością nie starając się o to, by pocieszyć mężczyznę. No trudno, nie był tu od wsparcia, stawiał na szczerość.

    Wynik rzutu: 6
    Aktualne pole: 29

    Declan McCain Jr

    OdpowiedzUsuń
  84. DZIEWIĄTA TURA ZACZYNA SIĘ TERAZ!

    Jako, że rozgrywka idzie w miarę płynnie, a MG liczy na to, że kto ma czas, będzie odpisywał jak najszybciej, mamy więc dobrą informację dla tych, którzy tego czasu mają nieco mniej: na napisanie komentarza fabularnego gracz ma GODZINĘ, licząc od komentarza osoby go poprzedzającej. Jeśli w tym czasie nie zdąży go zamieścić, przepada mu ruch. MG będzie się starał jak najszybciej informować o tym, co dzieje się z postacią w następnej turze, by ułatwić proces pisania, dlatego proponujemy pisać komentarze „na zapas”, gdy zbliża się nasza kolejka. Zasada ta obowiązuje między godziną 17:00, a 24:00.

    OdpowiedzUsuń
  85. Jason, Declan:

    Miał nawet odpowiedzieć Jasonowi, bo to jedna z nielicznych informacji, którą zdążył zakodować i mógł się nią podzielić z innymi — a zaznaczmy, w Mount Cartier rzadko kiedy zdarzało mu się imponować wiedzą miejscowym — ale niestety, Declan go w tym ubiegł. No trudno, i tak mieli go tu za ignoranta, więc pewnie jedna uprzejma kwestia nie pomogłaby mu w poprawieniu wizerunku.
    Schował więc dłonie pod wyłożone na saniach futra, właśnie zdając sobie sprawę z tego, że psie zaprzęgi są jeszcze mniej komfortowe niż jazda na nartach. Tam przynajmniej człowiek ma wpływ na to, jak szybko jeździ, tutaj był niestety zdany na swoich psich kompanów.
    — Ho, no czemu nie jedziecie do mety?! — mruknął nieukontentowany, bo nawet jego zaczęło już dręczyć to, że tak wolno się wszyscy tutaj poruszają. W takim tempie bardziej prawdopodobne niż zwycięstwo, wydawało się zamarznięcie pod kopułą śnieżną.
    Całe szczęście, że przynajmniej śnieg nie padał, bo to już by była totalna katastrofa.

    Wynik rzutu: 5
    Aktualne pole: 44

    Andrew

    OdpowiedzUsuń
  86. Wszyscy:

    Nanook pędził swoją drogą, swoimi ścieżkami, niczym kot, bardoz niezależny i bardzo uparty kocur. Lou mu jedno, a on w drugą. Wjechał w drogę tak ośnieżoną i tak obcą, e Momoa straciła nadzieję na wygranie wyścigu. Jakież więc było jej zdziwienie, kiedy wyjechali na środku trasy, przed częścią osób, wyprzedzając ich.

    Wynik rzutu: 3
    Aktualne pole: 43

    Lou Momoa

    OdpowiedzUsuń
  87. Jason, Declan:

    Jako, że Aurora i jej zaprzęg nie osiągali jakichś zawrotnych prędkości, mróz zaczynał jej się powoli dawać we znaki. Mroźne powietrze szczypało ją w policzki i uszy, więc dziewczyna sięgnęła do kieszeni kurtki w poszukiwaniu czarnej czapki. Nie było sensu naciągać na głowę kaptura, ponieważ zaraz by jej go zwiało. Wolną dłoń zacisnęła więc na lejcach, aby ich przypadkiem nie wypuścić, a drugą starała się założyć nakrycie. Niestety, nie szło jej tak sprawnie jakby chciała.
    Gdyby tego było mało, usłyszała za sobą nawoływania Jasona i mimowolnie uniosła się na saniach, by następnie obrócić się w jego kierunku. Zanim jednak zdołała odpowiedzieć na pytanie ktoś ją uprzedził, więc uśmiechnęła się jedynie i wróciła na swoje miejsce, by ponowić próby nasunięcia czapki na włosy.
    Jej zaprzęg akurat wjeżdżał w zakręt, więc zamarła w bezruchu, obserwując poczynania czworonożnych podopiecznych i właśnie w tym momencie podmuch wiatru wyrwał jej z dłoni okrycie.
    - Cholera! - mruknęła wściekle i rzuciła komendę, aby psy zwolniły.
    Odprowadziła część swojej garderoby wzrokiem aż ta wylądowała na saniach Declana. Walker odetchnęła z ulgą, że nie zapodziała się gdzieś w śniegu i ponownie skupiła się na jeździe.
    W końcu przecież będzie mogła odebrać zgubę na mecie, więc po co się na zapas zamartwiać...

    Wynik rzutu: 2
    Aktualne pole: 37

    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń
  88. Aurora, Kat, Declan, Andrew, Lou… a co tam, Wszyscy! :D

    Biały puch poderwany pod wpływem silniejszego wiatru okazał się wcale nie być dla niego łaskawy. Był poszkodowany, prawda? Wczoraj wypił odrobinkę za dużo, nie wykręcił się jednak od tego zakładu, prawda? Wszechświat powinien, więc mu sprzyjać, a nie celować mu prosto w twarz zmarzniętymi płatkami śniegu! Ah, do diabła z tym wszystkim!, pomyślał, od razu zamykając lewe oko, które zostało znokautowane. Z dwojga złego może lepiej, że tak się stało, bo wolał chyba oberwać nieszkodliwym śniegiem niż czarną płachtą albo czymś tam, co nagle zaczęło szybować w powietrzu w czasie ich długaśnej przejażdżki. Leśniczówka! Też im się zachciało robić wycieczki!
    — Ty tak samo! — pocieszył go równie pomocnie, zdzierając sobie przy tym odrobinę gardło, ale kto by się przejmował. Skoro i tak głowa bolała go jak diabli, to nic więcej mu już nie mogło zaszkodzić. W przeciwieństwie do Lou, która, gdy obejrzał się do tyłu zniknęła w lesie, ale gdy wyjechali zza zakrętu… była na przodzie razem z tym miejscowym pisarzem? Ech, kobiety. Zawsze znajdą sposób na oszukiwanie
    — Te, z tyłu, uważajcie na zakręt! — uprzedził bardzo pomocnie Kat, która chyba została tam już zupełnie sama. Przecież chyba nikt nie chciał znowu wpaść w zaspę? Albo poszybować jak on na wyskoczni? Wtedy przynajmniej był pierwszy, a nie doganiany przez Scotta, który nagle wyłonił się z lasu.
    — Nieźle Cię zarzuciło — rzucił do niego, pocierając rękawiczką szczypiące oko, co nie było mądrym posunięciem, ale on przecież był tylko facetem. Nie musiał pamiętać, że takich rzeczy się nie robi.

    Wynik rzutu: 6
    Aktualne pole: 32

    OdpowiedzUsuń
  89. Jason:

    Wyjeżdżając powoli z lasu miał szansę nie tylko zaznać wielu turbulencji, ale również stał się naocznym świadkiem przekomicznej sytuacji. Ledwie uniknął bliskiego i bolesnego spotkania z gałęzią, a już atakowała go cudza czapka! Oczywiście o tym, że powinien ją złapać, pomyślał trochę po czasie, w wyniku czego wełniana zguba poleciała dalej, a prąd powietrza poniósł ją aż do innego z zawodników. Nie był w stanie określić do którego konkretnie, bo akurat usłyszał obok siebie głos Jasona. To na nim wolał się skupić, co wydawało mu się tym bardziej sensowne, że nauczony doświadczeniem innych zawodników wiedział, iż chwila nieuwagi może skończyć się sczepieniem sań. Tego zdecydowanie woleli uniknąć. Oboje.
    — Nie trzyj! — poradził mu, przyjmując rolę nadrzędnego hipokryty. Sam wiecznie robił tak samo, co zawsze kończyło się napomnieniem przez ciotkę lub przyjemnych, gardłowym śmiechem Kat, gdy bawiły go łzy bezmyślności w oczach chłopaka.
    — Zarzuciło jak cholera, ale nie uwierzysz... spotkałem renifera! — przekrzykiwał się jak głupi, czując jak mroźne powietrze łaskocze nieprzyjemnie gardło, ale przecież nie zawsze ma się szansę komuś pochwalić! — Wielki jak te sanie! — dodał z przekonaniem, szczerząc się do kolegi.

    Wynik rzutu: 3
    Aktualne pole: 28

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (28) zdublowałeś rzut, czyli idź naprzód o ilość wyrzuconych oczek: Twój psiak znalazł skrót przez strumień, wprawdzie trochę zmokłeś, ale przynajmniej zyskałeś na czasie!

      Poszczęściło się, bo chociaż znowu zjechałeś z toru, to tym razem udało Ci się skrócić dystans do mety, dlatego w następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: wynik rzutu * 2
      Aktualne pole: 28 + wynik rzutu * 2

      Usuń
  90. Jechała równie spokojnie jak wcześniej, chociaż z mniejszym już entuzjazmem rozglądając się dookoła na zmrożone drzewa. Pociągnęła nosem, który wyglądał bardziej jak nos klauna niż jej własny i potarła zmarznięte uszy, których powoli nie czuła, chociaż miała na głowie grubą, wełnianą czapkę. Usłyszała przed sobą jakieś krzyki, choć nie była pewna, czego one dotyczyły. Była zwyczajnie za daleko, żeby cokolwiek zrozumieć, ale przestała się już tym przejmować. Miała tylko nadzieję, że chociaż Scott będzie w czołówce.

    Wynik rzutu: 4
    Aktualne pole: 23

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  91. Aurora:

    Jak widać nie tylko kupki śniegu, ale również czapki latały po torze jak wystrzelone z procy. Podmuch wiatru był bowiem tak silny, że niemal od razu zdmuchnął wełniany kawałek materiału w stronę sań Declana, choć niestety wciąż brakowało jakieś pół metra do tego, by ją złapać.
    — Gee! — krzyknął głośno, reagując szybko na potrzebę sytuacji. Psy posłusznie skręciły w prawo, co umożliwiło McCainowi sięgnięcie po nią w locie. Oczywiście nie obyło się bez dodatkowych manewrów. Może gdyby był ciut wyższy, poradziłby sobie bez wstawania z basketu, ale w tej sytuacji, chcąc uratować własność damy, był zmuszony oprzeć się na jednej z płóz. Dopiero lekkie wychylenie się nad szlakiem umożliwiło mu złapanie zguby.
    — Mam Cię! — rzucił bohatersko, bo tak też się czuł. Wreszcie mógł pochwalić się swoimi umiejętnościami maszerskimi, gdy z charakterystyczną dla niego płynnością ruchów, usiadł z powrotem w koszyku, chowając nieposłuszną czapkę do kieszeni kurtki.
    — Zaraz Cię dogonię! — wcale nie był tego pewien, ale mógł próbować. Po to więc kolejna, wypowiedziana przez niego komenda:
    — Ho!

    Wynik rzutu: 2
    Aktualne pole: 31

    Declan McCain Jr

    OdpowiedzUsuń
  92. DZIESIĄTA TURA ZACZYNA SIĘ TERAZ!

    UWAGA, ZMIANA FORMUŁY RZUTU!
    Z okazji dobicia do dziesiątej tury, zwiększamy prędkość i pędzimy do mety ile sił w płozach! Od teraz korzystamy z formuły: #d10 #wydarzenie, wyścig, rzut nr X*
    Reszta bez zmian.

    *X – tu wpisz numer rzutu

    OdpowiedzUsuń
  93. Lou, Scott:

    Śnieg może ich dzisiaj nie zaskoczył, ale za to spod płóz niektórych zawodników drobinki lodu sypały się tak intensywnie, że Andrew sam się sobie dziwił, dlaczego do cholery nie wziął na trasę zimowych gogli. Kij, że wyglądałby w nich jak kiepski alpinista. Może lepiej tak, niżeli dostać czymś we wrażliwe na wszystko spojówki. Wprawdzie jakimś cudem do tej pory tego uniknął, ale sądząc po krzykach Scotta gdzieś z tyłu szeregu, ktoś już nabawił się problemu z oczami.
    — Dajcie człowiekowi żyć… — przyszło mu tylko na myśl, gdy właśnie zza drzew wyłoniła się Lou, wpieprzając mu się przed płozy.
    — Trail!
    Nagle dostał olśnienia, przypominając sobie, że komenda ta jest prośbą, a raczej żądaniem o usunięcie się z drogi. A jednak, oglądanie „Śnieżnych psów” na coś się przydało.

    Wynik rzutu: 8
    Aktualne pole: 52

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
  94. Andrew:

    Lou wpakowała się ze skrótu wprost pod płozy Walkera i... wybuchnęła szczerym śmiechem. Naprawdę, o ironio, to musiał być Drew.
    — Mówiłam Ci, nie przemęczaj moich piesków!
    I choćby miała tutaj paść w zaspę, to mu się z drogi nie usunie, jesli to znaczyło, ze zadba o dobre zdrowie swoich psinek. Z tego wszystkiego nawet zwolniła, z przyzwyczajenia prawie wołając: "Prrr!" jak do Piołuna. Żaden z niej był maszer. Tylko miłośnik zwierząt.

    Aktualne pole: 44
    Wynik rzutu: 1

    Lou Momoa

    OdpowiedzUsuń
  95. Declan:

    Aurora co chwil zerkała przez ramię, aby się upewnić, że jej zguba nie zbacza z trasy, więc wyczyny nieznajomego nie umknęły jej uwadze. Uniosła kącik ust w uśmiech u pokiwała głową z uznaniem, bo to niewątpliwie mu się należało nawet, jeśli nie był w stanie tego dostrzec.
    Mężczyzna najwyraźniej miał już sporą wprawę w prowadzeniu zaprzęgu, bo dziewczyna wątpiła, aby ryzykował w ten sposób będąc amatorem. Byłby to akt niesamowitej brawury, a tego nie należało pochwalać. Z drugiej jednak strony Rora nie powinna była się na ten temat wypowiadać, bo ona sama również sporo w życiu niepotrzebnie ryzykowała. Między innymi właśnie dlatego trafiła do Mount Cartier.
    - Trzymam cię za słowo! - odkrzyknęła, kiedy dotarł do niej głos Declana.
    Zaśmiała się jeszcze i pogoniła psy.
    -Ho!

    Wynik rzutu: 3
    Aktualne pole: 40

    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń
  96. Scott

    No jasne, teraz mówi mu nie trzyj! A dwie minuty temu, to go nie było, żeby mu doradzać w potrzebie!
    — Za późno — odburknął więc tylko, chwilę później kichając porządnie, przez co aż podskoczył na tych uparcie jadących do przodu saniach. Czy on dobrze pamiętał, że byli dopiero jakoś w połowie drogi do leśniczówki? Zanim tam dojadą będzie już nieżywy! Na szczęście Scott miał temat zastępczy.
    — Mówisz? To mały jakiś chyba — stwierdził to zerkając na sanie Scotta, to próbując wyobrazić sobie renifera tej wielkości. Coś chyba poszło nie tak w tych porównaniach Finlaya… który oczywiście znowu gdzieś znikała.
    — Te, droga jest tutaj! Wracaj, bo jeszcze łosia upolujesz!

    Wynik rzutu: 4
    Aktualne pole: 36

    Jason Tanner

    OdpowiedzUsuń
  97. Miło, że Kat wierzyła w umiejętności swojego chłopaka, ale szczerze powiedziawszy od jakiegoś czasu również Scott miał problemy z dogonieniem reszty zawodników. Przez tę historię z reniferem stracił swoje najlepsze minuty na torze, choć zyskał znacznie więcej — cudowne samopoczucie i krótką historyjkę, o której z przyjemnością by komuś opowiedział. Najchętniej pannie Paris, podczas ich zaplanowanego już dawno spotkania. Zresztą z nimi to było tak, że nawet bez żadnych deklaracji na wieczór, było wiadome, że wylądują przy kominku. Mentalnie zbliżali się do 70-parolatków i nawet zachowywali się jak oni, rozprawiając na błahe tematy przy kubku herbaty lub wspominając daaaawne czasy. Które przecież aż tak dawnymi nie były, zważywszy na to, że sami byli jeszcze w kwiecie wieku. Po prostu czasem nie potrafili sobie tego uświadomić. Chociaż może to nie dotyczyło Kat i była to tylko przypadłość Scotta.
    — A tam mały, te sanie tak tutaj skaczą na drodze, że jak policzyć wysokość wyrzutu to są ewidentnie jak ten renifer — rzucił, nie przejmując się zupełnie tym, że zjeżdża z trasy. Nie od dziś wiedział, że prowadzenie nie jest jego dobrą stroną.
    — Gee, psiaki. Czy tam Haw...

    Wynik rzutu: 20 (bo zdublowany)
    Aktualne pole: 48

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (48) cofnij się do najbliższego gracza: Zwalniasz przy wjeździe pod górkę, ktoś właśnie Cię przez to dogonił.

      Twoje psy nie dają już rady tak pędzić, zrównujesz się więc z Lou na 44 polu, dlatego w następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: wynik rzutu
      Aktualne pole: 44 + wynik rzutu

      Usuń
  98. Kat zastanawiała się, czy pecha można odziedziczyć. W prawdzie żadne z jej rodziców pecha w swoim życiu nie miało, ale ona miała i to piorunowego, dlatego więc podobne myśli krążył jej po głowie. Może była od kominiarza? To by wiele wyjaśniało. Nie dość, że straciła z oczu wszystkich swoich znajomych, to jeszcze powoli reszta osób zaczęła ją wyprzedzać i Paris zamykała wyścig z jeszcze dwiema innymi osobami. Nie poddała się zupełnie, ale wiedziała, że na miejsce w pierwszej dziesiątce, to ona może sobie tylko pomarzyć.

    Wynik rzutu: 4
    Aktualne pole: 27

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  99. Oczywiście jego genialne, sprzeczne komendy, tylko zmyliły psiaki, które chyba przestały wierzyć swojemu podopiecznemu, a raczej temu podejrzanemu typkowi w saniach, który nie mógł się na nic zdecydować. W efekcie nagle okazało się, że opcja biegu w sobie znanym kierunku wydaje się zwierzakom o niebo atrakcyjniesza. Na nic zdały się prośby i krzyki Scotta, mógł sobie wrzeszczeć Whoa, Gee czy Haw, a one i tak robiły swoje, I nie byłoby w tym nic złego (w końcu Finlay i tak nie wiedział, w którym kierunku powinien się poruszać), gdyby nie fakt, że przed nim wyrósł niewielkich rozmiarów strumyczek, do którego zbliżali się niebezpiecznymi krokami. Lider przeskoczył gładko nad taflą wody, pozostali członkowie psiej załogi również, ale Scott... nie miał tego komfortu. Jego sanie wpakowały się wprost w strumyk, mocząc nie tylko futra na deskach, ale również biednego mężczyznę. Za jakie grzechy?! Przecież był dobrym listonoszem!

    (zadanie od MG, o którym zapomniałam)

    Scott

    OdpowiedzUsuń
  100. Z początku miał ambitny plan oddać natychmiastowo czapkę w ręce właścicielki, ale plany pokrzyżował mu kolejny dzisiejszego dnia atak kaszlu. Poczuł go nawet silniej niż poprzednio. Najwyraźniej godziny spędzone na świeżym powietrzu i pęd powietrza, dały mu się poważnie we znaki. Może nie powinien jednak wychodzić chory z domu? Gardło bolało go od tego niemiłosiernie. Czuł się trochę tak, jakby ktoś przebijał mieczem jego krtań i tylko krwi brakowało do całego rachunku, choć wcale by się nie zdziwił, gdyby zaraz się pojawiła. Wykrztuszał z siebie wydzielinę ostałą na ściankach gardła i przeczuwał, że jeśli zaraz się to nie zmieni, może skończyć się to nieciekawym krwiopluciem. Napad kaszlu był tak spazmatyczny i intensywny, że naprawdę nie zwiastował niczego dobrego.
    Przez chwilę stracił skupienie na drodze.

    Wynik rzutu: 1
    Aktualne pole: 32

    Declan McCain Jr

    OdpowiedzUsuń
  101. JEDENASTA TURA ZACZYNA SIĘ TERAZ!

    ZOSTAJE FORMUŁA Z #d10!
    Z okazji dobicia do dziesiątej tury, zwiększamy prędkość i pędzimy do mety ile sił w płozach! Od teraz korzystamy z formuły: #d10 #wydarzenie, wyścig, rzut nr X*
    Reszta bez zmian.

    *X – tu wpisz numer rzutu

    OdpowiedzUsuń
  102. Lou:

    — Chyba Ci się coś pozajączkowało! Jak na razie to one męczą mnie! — powiedział stanowczo na swoją obronę, wierząc w absolutnie każde wypowiedziane przez siebie słowo. Z minuty na minutę był coraz bardziej przemarznięty, a te wredne futrzaki niczego nie ułatwiały. Wprawdzie nie wiedząc kiedy znalazł się w pierwszej trójce wyścigu, ale czy cieszył się z tego?
    Niekoniecznie. Nie było w tym takiej zabawy, kiedy uświadamiał sobie, że nie ma w tym jego zasługi. Jako osoba próżna, ale również niezależna, czuł natomiast silną potrzebę uzależniania siebie od... siebie.
    — Te, Indianka, bo Ci na sanie najadę!

    Wynik rzutu: 2
    Aktualne pole: 54

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ((54) masz dodatkowy rzut kością: Twoje urwisy zaczęły wyścig z łosiem. Nie dość, że masz okazję zobaczyć go z bliska, to jeszcze nabrałeś sił w płozach

      Wygrałeś chyba los na loterii, bo nie dość że masz kolejną inspirację do książki, to jeszcze otrzymujesz rzut bonusowy, dlatego w następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: wynik rzutu + wynik rzutu bonusowego
      Aktualne pole: 54 + suma obu wyników

      Usuń
  103. Andrew:

    — No jedz żesz! — bąknęła zjezdżając mu z drogi tylko dlatego, że Nanook zaczynał się niecierpliwić. Pozwoliła mu warczeć na Walkera, kiedy ich mijał.

    Aktualne pole: 52
    Wynik rzutu: 8

    Lou Momoa

    OdpowiedzUsuń
  104. Rora przestała oglądać się przez ramię i gnała do przodu, ale jej podopieczni chyba postanowili zmniejszyć bieg. Nic w tym zresztą dziwnego, wyścig trwał już jakiś czas i należała im się chwila odpoczynku.
    - Dobre pieski - pochwaliła, nie przejmując się już wcale wynikiem tego biegu.
    Aurora uniosła wolną dłoń i chuchnęła w nią, by jakoś ogrzać skostniałe palce. Na szczęście wyścig zmierzał już ku końcowi.


    Wynik rzutu: 1
    Aktualne pole: 41

    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (41) wróć gdzie stałeś: Twój psiak na czele poślizgnął się na lodzie i wylądował nosem w śniegu, biedak aż prycha i kicha (!), co znacznie spowolniło jazdę.

      Uff, całe szczęście, że wyrzuciłaś jedynkę, bo cofasz się zaledwie o jedno pole. W następnej turze Twoje noty będą wynosiły:
      Wynik rzutu: wynik rzutu
      Aktualne pole: 40

      Usuń
  105. Nie miał już pojęcia kto jest z przodu, kto z tyłu, kto z boku, a kto w ogóle odpuścił po kilku pierwszych kilometrach i wpadkach we wszystkie możliwe zaspy. Jim jakoś nigdzie nie było widać, bo ile razy nie oglądał się za siebie to widział tylko Kat siedzącą mu na ogonie… No ale nie ma tego złego, przynajmniej będzie mógł wyśmiewać się z niego, że odpadł na samym starcie, podczas gdy on, na kacu i z zaczerwienionym okiem, radził sobie całkiem nieźle! Co prawda powoli zaczął jeździć tymi saniami slalomem, ale kto by się tym przejmował…

    Wynik rzutu: 2
    Aktualne pole: 38

    Jason Tanner

    OdpowiedzUsuń
  106. Wcześniej było mu po prostu zimno, ale teraz? Cały kostniał. Mokre od wody ubranie nagle zrobiło się bardzo ciężkie i bardzo chłodne, przez co miał wrażenie, jakby nosił na sobie gruby, lodowy pancerz. Zresztą nawet tak to wyglądało, bo kropelki wody, ściekające z kurtki, przy tak niskiej temperaturze powietrza szybko zamarzały, tworząc śnieżną otoczkę wokół rękawów i na całej płaszczyźnie znoszonego poliesteru.
    — O kurcze, ale ziąb!
    Nie myśląc za wiele o regule przyzwoitości, po prostu zaczął się rozbierać. Mieszkał aż za długo w tym miasteczku, by nie wiedzieć, że taka sytuacja szybko może doprowadzić do hipotermii. Żeby tego uniknąć, pozbył się kurtki, rzucając ją u swoich stóp. Na jego nieszczęście sweter pod spodem również ucierpiał. Z bólem serca pozbywał się go z siebie, pozostając nagi i nieukontentowany. Było to tym bardziej komiczne, że szalik wciąż wisiał na jego szyi, zasłaniając niewielki fragment odsłoniętej chwilę temu klatki piersiowej. Niech to szlag tę zimę trafi! W tak niekorzystnej sytuacji nawet Scott nie potrafił udawać, że wszystko jest w porządku.
    W nadziei na lekkie ogrzanie, zastąpił wierzchnie odzienie narzuconym na siebie futrem. Tylko jedno z trzech ocalało przed przemoczeniem i zamierzał to wykorzystać.

    Wynik rzutu: 5
    Aktualne pole: 49

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  107. Scott, Jason

    Zastanawiała się, jak wyścig idzie reszcie młodych, a szczególnie interesowały ją losy Scotta. Nie minęła go nigdzie po drodze, a to znaczyło, że musiał być gdzieś przed nią i wciąż się trzymać. Na prostej ścieżce mignęły jej niedawno sanie Jasona, a więc nie mogła zboczyć z trasy i była na dobrej drodze do leśniczówki. Gdyby tylko umiała odrobinę przyśpieszyć...

    Wynik rzutu: 2
    Aktualne pole: 29

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  108. — Raaany... — mruknął na dość niepewnym wydechu, bo przeczuwał, że chwilowa dyspozycyjność ciała (tj. brak bestialskiego kaszlu) to tylko cisza przed burzą. Po wyścigu planował jak najszybciej teleportować się do łóżka, schować pod ciepłą kołdrę i kurować do najbliższych wyścigów psich zaprzęgów. Szkoda tylko, że nie miał kogoś, kto pomógłby mu z ugotowaniem rozgrzewającego rosołku, albo chociaż zaserwowałby mu zwykłą herbatę z cytryną, by przyspieszyć proces leczenia choróbska.

    Wynik rzutu: 8
    Aktualne pole: 40

    Declan McCain Jr

    OdpowiedzUsuń
  109. DWUNASTA TURA ZACZYNA SIĘ TERAZ!

    ZOSTAJE FORMUŁA Z #d10!
    Z okazji dobicia do dziesiątej tury, zwiększamy prędkość i pędzimy do mety ile sił w płozach! Od teraz korzystamy z formuły: #d10 #wydarzenie, wyścig, rzut nr X*
    Reszta bez zmian.

    *X – tu wpisz numer rzutu

    OdpowiedzUsuń
  110. No wreszcie mu się udało! Panna Nie-Zrobię-Nic-O-Co-Mnie-Poprosisz jakimś cudem uznała, że w ich wspólnym interesie jest, jeśli zjedzie teraz z drogi (i słusznie, bo lider jego zaprzęgu już zaczął niepokojąco szczekać), co umożliwiło mu nie tylko wyprzedzenie jej, ale również wyjście na prowadzenie. Nie wiedząc kiedy znalazł się na samym czele szeregu, co wiązało się z tym, że albo wreszcie ludzie przestaną go nazywać „mieszczuchem”, albo uznają, że to jakieś nowojorskie sztuczki, do których nie należy się przyznawać. Cokolwiek jednak mieliby nie mówić, Andrew nie myślał nawet o tym, czy dojechał pierwszy. Po całej trasie był tak styrany, że po prostu cieszył się, że widzi tę zapyziałą leśniczówkę, o której to wszyscy tak żywo rozprawiali.
    No wreszcie, był u celu! Ileż można było?
    — Whoa... — wymruczał ostatnią dziś komendę, przekraczając linię mety. Wyprostował się przy tym pewnie, uśmiechając się z satysfakcją. Był dumny z siebie, że w ogóle dożył tej chwili.

    Wynik rzutu: 1 + 9 (bonusowy)
    Aktualne pole: 64 (META!)

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
  111. Andrew:

    Lou odgarnęła tylko dumnie kosmyk włosów za ucho, nie przyjmując, albo nie chcąc przyjąć do wiadomości faktu, że właśnie świadomie oddała wygraną w ręce mieszczucha. Mogła walczyć do samego końca, ale na jej liście priorytetów przede wszystkim znajdowały się zwierzęta. Nie chcąc ich przeciążać, zwolniła więc nieco, utrzymując stałe, nieinwazyjne tempo.
    — No, Nanook, wieczór będzie Nasz.
    Rzuciła do psiaka z nutką troski, w myślach stwierdzając, że po tak długim wyścigu oboje zasłużyli na nagrodę.

    Wynik rzutu: 5
    Aktualne pole: 57

    Lou Momoa

    OdpowiedzUsuń
  112. No cóż, gdyby Aurora zauważyła w oddali oblodzony odcinek drogi na pewno jakoś by zareagowała. Niestety, nie była w stanie w żaden sposób go dostrzec, ponieważ była zbyt zajęta podziwianiem natury, a jej podopieczni nic sobie z tego nie robili.
    Co prawda w efekcie lider zaprzęgu jedynie poślizgnął się i zarył nosem w śniegu, ale Walker i tak podniosła się, wyraźnie zmartwiona, kiedy sanie zwolniły, a do jej uszu dotarły dziwne odgłosy.
    Zwierzę kręciło łbem i prychało, ale mimo wszystko prowadziło resztę dalej, a ona nie wiedziała czy powinna zatrzymać się na chwilę, by dać psom odpocząć i dojść do siebie. Uznała jednak, że te same wiedzą co dla nich dobre i kazała im po prostu zwolnić, a jeśli będą chciały się zatrzymać to to zrobią.
    - Spokojnie, bestie, spokojnie...
    To kichanie było jednak niepokojące, więc Rora pozostawała czujna, w razie czego gotowa dotrzeć do lidera i sprawdzić czy nie stało się nic poważniejszego.


    Wynik rzutu: 8
    Aktualne pole: 40

    Aurora Walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drobna pomyłka zdarza się nawet najlepszym... ;D

      Robimy małą korektę, bo Twoje aktualne pole powinno wynosić 48 (nasz wina!)

      Usuń
    2. (48) cofnij się do najbliższego gracza: Zwalniasz przy wjeździe pod górkę, ktoś właśnie Cię przez to dogonił.

      Upss... coś zdecydowanie poszło nie tak! Twoje psiaki chyba jeszcze się nie pozbierały, dlatego w następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: wynik rzutu
      Aktualne pole: 47 + wynik rzutu

      [nie opisujesz już tych wydarzeń fabularnych]

      Usuń
  113. Albo mu się przesłyszało, albo słyszał jakieś… wiwaty? No tak, wiadomo, że pod kościołem nie było zbyt wiele osób, a ktoś musiał na końcu pilnować czasu przybyłych zawodników, ale… czemu oni już reagowali? Czyżby ktoś…
    — Ahhh, oby to nie był Jim — wymruczał tylko pod nosem, nie zwolnił jednak. Gdzie tam! Psy słysząc głosy innych nabrały tylko większej prędkości! I dobrze, bo już tutaj powoli zamarzał, a na mecie na pewno czekał ktoś z herbatką…

    Wynik rzutu: 9
    Aktualne pole: 47

    Jason Tanner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (47) zdublowałeś rzut, idź naprzód o ilość wyrzuconych oczek: O nie! Spadłeś z sani. Twoje psy bez dodatkowego obciążenia nabrały prędkości. Aby je dogonić musisz ściąć drogę, zjeżdżając na tyłku z górki.

      Ale masz parę w nogach! Niknące na horyzoncie tak Cię zmobilizowały do biegu, że przyspieszyłeś dwukrotnie. W następnej turze obowiązuje Cię następujący wynik:
      Wynik rzutu: wynik rzutu * 2
      Aktualne pole: 47 + wynik rzutu * 2

      Usuń
  114. Scott chciałby powiedzieć o sobie, że jest na tyle gorącą jednostką, że nawet jadąc w półnegliżu w taki mróz czuje się sexy i rozgrzany, ale tak wcale nie było. Był jednym z tych facetów, którzy zawsze mieli ciepłe dłonie, ale kurna!, bez przesady, nie kiedy pęd powietrza zacinał po klatce piersiowej, a ciut wilgotne buty dawały się we znaki. Całe szczęście, że przynajmniej w końcu dostrzegł gdzieś za horyzontem leśniczówkę, bo chyba pierdyknąłby tym wszystkim i wrócił do lasu na spotkanie z reniferem. Tam przynajmniej mógłby godnie umrzeć z przemrożenia. Tuż przy Gospodarzu Lasu.

    Wynik rzutu: 8
    Aktualne pole: 57

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  115. Psy widząc, że powoli nikogo wokół nich już nie ma, chyba zmobilizowały się w sobie i ruszyły do przodu, zostawiając za sobą dwoje ostatnich zawodników. Kat uśmiechnęła się pod nosem i usiadła prościej, wołając coś do zwierząt i kalecząc komendy. Wyminęli dwie osoby, które rozmawiały o czymś energicznie ze sobą i pomknęli dalej, dziwnie się ciesząc.

    Wynik rzutu: 9
    Aktualne pole: 38

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  116. Kat:

    I tyle byłoby z zabawy. Kiedy inni przekraczali metę, on kichał w niebogłosy, pewien tego, że zaraz pokona swój osobisty rekord. Dwa razy z rzędu? A może trzy? Zanim doszło do czterech, wyciągnął chusteczkę higieniczną z kieszeni kurtki, wysmarkując wszystkie zarazki, a wraz z nimi chęć dogonienia reszty osób. Zupełnie mu się nie spieszyło! Tak po prawdzie to chyba nawet stwierdził, że będzie robił za męską eskortę dla Kat, która powoli się do nich zbliżała.
    Czyli koniec końców nie taki diabeł zły jak go malują.

    Wynik rzutu: 8
    Aktualne pole: 48

    Declan McCain Jr

    OdpowiedzUsuń
  117. STAŁO SIĘ! META ZOSTAŁA ZDOBYTA PRZED ANDREW!!!

    Zwycięzcy należą się oczywiście gratulacje, ale hola, hola, nie zapominajcie, że Wy nadal pędzicie tam, gdzie Walker zdążył się już zadomowić. W OSTATNIEJ, TRZYNASTEJ, TURZE rzucamy wyłącznie kośćmi bez komentarzy fabularnych do czasu aż KAŻDY nie minie mety. W momencie gdy ktoś już się tam znajdzie jest pomijany w kolejce i dalej rzucają tylko osoby, które nie dotarły do mety!
    Nadal należy stosować się do poleceń MG dotyczących kolorowych pól.
    Obowiązuje rzut kością D10!


    OdpowiedzUsuń
  118. Wynik rzutu: 7
    Aktualne pole: META

    Lou Momoa

    OdpowiedzUsuń
  119. Wynik rzutu: 5
    Aktualne pole: 52

    Auror Walker

    OdpowiedzUsuń
  120. Wynik rzutu: 8 (zdublowany)
    Aktualne pole: 55

    Jason Tanner

    OdpowiedzUsuń
  121. Wynik rzutu: 1
    Aktualne pole: 58

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  122. Wynik rzutu: 9
    Aktualne pole: 57

    Declan McCain Jr

    OdpowiedzUsuń
  123. Wynik rzutu: 5
    Aktualne pole: 57

    Auror Walker

    OdpowiedzUsuń
  124. Wynik rzutu: 6
    Aktualne pole: 61

    Jason Tanner

    OdpowiedzUsuń
  125. Wynik rzutu: 9
    Aktualne pole: 67

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  126. Wynik rzutu: 10
    Aktualne pole: 67

    Declan McCain Jr

    OdpowiedzUsuń
  127. RZUTY NR 15. NIE OBOWIĄZUJE DLA ANDREW, LOU, SCOTTA ORAZ DECLANA

    OdpowiedzUsuń
  128. Wynik rzutu: 6
    Aktualne pole: 67 – META

    Jason Tanner

    OdpowiedzUsuń
  129. Wynik rzutu: 7
    Aktualne pole: 64

    Auror Walker

    OdpowiedzUsuń
  130. Zanim doszło do wyścigu, ludzie byli przekonani o tym, że wyścig ten skończy się na przyjemnej zabawie, ale jak to bywało w Mount Cartier, rzeczywistość lubiła podobne tezy interpretować na swój sposób. Z niewinnego wydarzania zrobił się istny survival. Zaspy śniegu, kolizje, spotkania ze zwierzętami... wszyscy, którzy je przetrwali mogli czuć się wygrani. To nic, że niektórzy nie mieli imponującego tempa, nie popisali się brawurowymi manewrami lub zamarzali w trakcie, liczyło się to, że ocaleli. Tak przynajmniej sądził burmistrz, który gorąco wszystkim gratulował:
    — Kochani moi, to było cudowne popołudnie! A w nagrodę za odwagę i uczestnictwo, wszystkich Was zapraszam na ciepłe kakao! — wykrzyknął radośnie. Sam od paru godzin nie robił nic poza wlewaniem w siebie gorących napoi, więc chciał podzielić się odrobiną słodkości z pozostałymi.
    A czy chcieli? Chyba nikt po tak mrożących krew w żyłach wydarzeniach nie odmówiłby sobie odrobiny ciepła...

    TO JUŻ KONIEC WYDARZENIA.

    Wszystkim, nawet tym, którzy nie dotarli do końca, dziękujemy serdecznie za grę. Mamy nadzieję, że w przyszłości los uśmiechnie się do Was i pozwoli Wam wygrać. Tymczasem wynik wyścigu psich zaprzęgów prezentuje się następująco:
    1. Andrew Walker
    2. Lou Momoa
    3. Scott Finlay & Declan McCain Jr (ex aequo)
    4. Jason Tanner
    5. Aurora Walker
    6. Kathryn Paris
    7. Jack Rogers (zdyskwalifikowany)

    OdpowiedzUsuń
  131. Pola, które były dostępne w grze:

    NEGATYWNE:
    • (5) w następnej turze tracisz kolejkę: Marny z Ciebie maszer, właśnie wpadłeś w zaspę! Wszyscy pędzą do mety, kiedy Ty próbujesz wygramolić się spod sterty śniegu.
    • (13) cofnij się o ilość wyrzuconych oczek: Twój psiak zamiast na metę, goni za królikiem. Zanim zwierzak zwiał do norki, straciliście czas.
    • (15) gracz po Tobie rzuca za Ciebie, gracz ten zyskuje dodatkową kolejkę: Zaczepiłeś się saniami z innym zawodnikiem, żeby uniknąć katastrofy, przepchnąłeś cudze sanie do przodu.
    • (21) w następnej turze tracisz kolejkę: Twój pies znalazł trop i pobiegł w las. No cóż, przynajmniej spotkałeś renifera.
    • (41) cofnij się o ilość wyrzuconych oczek: Twój psiak poślizgnął się na lodzie i wylądował nosem w śniegu, co spowolniło jazdę.
    • (46) Ty i osoba po Tobie tracicie kolejkę: Psiak źle wymierzył odległości na drodze przez co na zakręcie wpadłeś w inne sanie i razem lecicie do rowu.
    • (48) cofnij się do najbliższego gracza: Zwalniasz przy wjeździe pod górkę, ktoś właśnie Cię przez to dogonił.
    • (60) wróć się na START: Twoje sanki odczepiły się od zaprzęgu i zjechały w las. Próbując przedrzeć się przez drzewa, znalazłeś się z powrotem przy kościele. Na szczęście masz mądrego psiaka, który już tam na Ciebie czekał.

    POZYTYWNE:
    • (7) idź naprzód do najbliższego gracza: Przyspieszasz przy zjeździe z górki i doganiasz sanie przed Tobą.
    • (11) rzucasz za gracza po Tobie, gracz ten traci kolejkę: Twój pies zaprzęgowy zajechał drogę innemu psiakowi, przez co masz szansę wyjść na prowadzenie.
    • (14) masz dodatkowy rzut kością: Twój pies pędzi jak szalony, ale co to? Zaspa! Psiak przestraszył się i uskoczył w tył. W ostatniej chwili udaje Ci się go złapać, razem szybujecie w powietrzu i zyskujecie na czasie.
    • (16) idź na pole 40: Twój pies w ogóle cię nie słucha, wydaje Ci się, że się zgubiliście, ale jakimś cudem znalazłeś się na przedzie.
    • (28) idź naprzód o ilość wyrzuconych oczek: Twój psiak znalazł skrót przez strumień, wprawdzie trochę zmokłeś, ale przynajmniej zyskałeś na czasie!
    • (45) Ty i osoba po Tobie zyskujecie dodatkową kolejkę: Obok Ciebie przejeżdża skuter z dostawą z piekarni, Twój pies poczuł zapach świeżych bułek i zaczął pruć jak szalony. Nie on jeden, bo psiak nieopodal również leci na złamanie karku!
    • (47) idź naprzód o ilość wyrzuconych oczek: O nie! Spadłeś z sani. Twój pies bez dodatkowego obciążenia nabrał prędkości. Aby go dogonić musisz ściąć drogę, zjeżdżając na tyłku z górki.
    • (54) masz dodatkowy rzut kością: Twój pies zaczął wyścig z łosiem. Nie dość, że masz okazję zobaczyć go z bliska, to jeszcze nabrałeś sił w płozach.

    OdpowiedzUsuń

Słońce nas rozpieszcza, Mounty właśnie złapał kleszcza.